wtorek, 4 sierpnia 2015

Mel Stringer i jej wyjątkowe prace.

Dawno już nie było wpisu. Dziś postanowiłam dodać nowy. Od dłuższego już czasu posiadam w zakładkach przeglądarki pewną niezwykłą witrynę, która prezentuje doprawdy piękne, oryginalne i pierwszorzędne prace plastyczne autorstwa Australijki Mel Stringer. To znaczy są to głównie rozmaite rysunki, ilustracje do e-zinów oraz sielankowe kompozycje, sfotografowane potem w celu utrwalenia. Wszystko jest w tonie pastelowo-cukierkowym, bardzo dziewczęcym lub pasującym do młodej duchem osoby. W celu obejrzenia dzieł Mel Stringer, należy zajrzeć do jej w pełni profesjonalnego portfolio, które zwykle posiada każdy szanujący się twórca, chcący zaprezentować swoje prace szerszej publiczności - w celu po prostu podzielenia się twórczością albo zarobkowania. Wymienione portfolio zawiera rysunki (My Art), upozowane szkice (przedstawiające głównie postacie jeszcze nie ukończone lub już na finiszu - "Process"), ziny - coś w rodzaju bogato ilustrowanych mini-książeczek lub komiksów, portrety, rozmaite produkty - jak pocztówki, naklejki czy wymienione e-ziny, muzykę (dosłownie kilka utworów - płatnych), fotografie i wideo (niestety przy otwieraniu tej podstrony wyskakuje błąd).

Mnie najbardziej przypadły do gustu fotografie. Są to utrwalone, bardzo ciekawe wizualnie kompozycje. Tak więc mamy: całą gamę pięknych i kolorowych kucyków My Little Pony (zapewne pamiątka z dzieciństwa ...); białe, porcelanowe króliczki; smakowicie przyrządzoną i ładnie podaną pizzę z dużą ilością sera żółtego na wierzchu (mniam-mniam ...), zdjęcie pieska autorki; szkicownik otoczony mazakami oraz ... barwnymi żelkami (do jedzenia oczywiście); melanż rozmaitych, kuszących oko i podniebienie owoców, pokrojonych w plasterki i zaserwowanych na drewnianej tacy; pluszową maskotkę bliżej nieokreślonego stworka; ceramiczne naczynie z dużą, piękną etykietą od wytwórni miodu; porcelanową figurkę siedzącej dziewczynki; misz-masz odzieżowy z pocztówkami i ciastkiem; klasyczne danie obiadowe; różowe rękawiczki do kąpieli w serduszka albo ręcznie zdobioną, różową kopertę. To większa część fotograficznych arcydzieł. Warto obejrzeć sobie je wszystkie, aby wyrobić opinię o tych artystycznych tworach i ogólnie o dorobku autorki, której wycinek prac właśnie przedstawiłam.

Witryna Mel jest oparta o system blogowy Tumblr.com, którego adres jest często maskowany domeną www.melstringer.com.au. Pierwsza strona (główna) zawiera rozmaite gatunkowo wpisy, taki przekrój rozmaitości, na przykład: oryginalnie wykonane słodycze (chyba "kamyczki", opatrzone tagiem "chocolaterocks"); wstępny szkic postaci, wykonany czarnym flamastrem; wideo z przesympatycznymi alpakami; piesek należący do Mel; niebanalne ciasto urodzinowe w tonacji pomarańczowej lub kolejny rysunek postaci dziewczęcej (praca stanowi, według dodanego komentarza, podziękowanie za wsparcie duchowe). Nie do pominięcia jest również sklep z pracami autorskimi, w którym naprawdę można przebierać i wybierać. O dziwo, możliwe jest ustawienie polskiej waluty dla towarów. Kupować nie próbowałam, toteż nie wiem, jak ów proces przebiegałby dalej.

Tak więc z grubsza przedstawiłam Wam zawartość tej niezwykle interesującej witryny. Jej autorka ma doprawdy wielki talent i swój własny, oryginalny styl. Kojarzy mi się on z sielanką albo wręcz utopią, ponieważ pastelowe barwy, używane w dziełach tworzą taki właśnie klimat. Ponadto Mel Stringer lubi otaczać się rustykalnymi, uroczymi przedmiotami - na przykład porcelanowymi figurkami. W kompozycjach stosuje nierzadko słodycze, aby (moim zdaniem) odtworzyć wspomnienia lat dziecinnych lub osłodzić życie, nierzadko gorzkie bez podobnych zabiegów. Jej świat jest godny pozazdroszczenia, gdyż z pewnością jest swoistą tarczą przed trudami dnia codziennego. Myślę, że każdy powinien posiadać swój prywatny azyl, który byłby czymś, do czego chce się wracać. Może być to własna twórczość albo coś innego. Wybór należy do nas. Tak czy inaczej, można zacząć od wizyty na opisywanej stronie, której adres niniejszym podaję:

http://www.melstringer.com.au/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz