sobota, 2 maja 2015

Getionary - twój słownik angielskiego.

Od bardzo dawna korzystam już z pewnej witryny, przydatnej wszystkim osobom uczącym się języka angielskiego. Zawiera ona słownik polsko-angielski i angielsko-polski online, o nazwie Getionary. Innymi słowy: można na niej przetłumaczyć praktycznie dowolny zwrot, wyrażenie lub słowo, w obie strony. Podstawowe funkcje serwisu są darmowe. Jeśli natomiast chcemy przetłumaczyć cokolwiek z żargonu specjalistycznego, przykładowo: języka prawnego, medycznego lub technicznego, musimy wykupić płatny dostęp, w wysokości obecnie 10 zł/miesiąc. Mnie osobiście naprawdę wystarcza wersja bezpłatna. Odświeżam dzięki słownikowi swoją wiedzę z zakresu języka. Przydaje się on najczęściej, kiedy nie znam jakiegoś słowa, odwiedzając powiedzmy anglojęzyczną stronę albo też pisząc tekst w wymienionym języku. Ogólnie skończyłam już dawno swoją edukację, jednakże lubię od czasu do czasu odświeżyć swoje lingwistyczne wiadomości.

Oprócz tłumaczenia pojedynczych słów, słownik oferuje też opcję tak zwanego "translatora", czyli tłumaczenia fragmentów tekstu albo całych zdań. Nie korzystałam jeszcze z tej funkcji, ale wydaje się podobna do Tłumacza Google, przynajmniej jeśli chodzi o wklejanie i tłumaczenie rozmaitych dłuższych treści. Ponadto witryna zawiera dodatki do Worda, na stronę oraz do przeglądarki. Ten ostatni zdaję się ... nie działać, przynajmniej jeżeli chodzi o mnie (korzystam z przeglądarki Google Chrome). No cóż, szkoda ... Nie musiałabym wówczas wchodzić na stronę ... Serwis jest dostępny także dla urządzeń mobilnych (przenośnych), czyli na przykład telefonu komórkowego z internetem, tabletu lub palmtopa. Wystarczy w takiej sytuacji wybrać adres: m.getionary.pl.

Całościowo oceniam słownik na duży plus. Prawie zawsze znachodziłam szukane słowo. Wprawdzie witryna informuje, że to "słownik dla profesjonalistów", ale ja do takich się nie zaliczam, a i tak mogłam swobodnie korzystać z tłumaczeń (w wersji ogólnej, to znaczy podstawowej). Po prostu mnie akurat funkcje rozszerzone nie były potrzebne. Tłumaczyłam na ogół proste teksty. W zupełności radziłam sobie bez zwrotów fachowych. Powinnam dodać, że słownik zawiera 142 tysiące haseł (!). To aż nadto, jeśli mówimy o nieskomplikowanych tłumaczeniach. Do wyszukiwania słówek niezbędna okazywała się specjalistyczna wyszukiwarka, zaimplementowana na stronie. Słownik posiada też opcję korekty błędów w zapytaniach, kierowanych do tejże wyszukiwarki. Podaje również praktyczne przykłady zastosowania określonych zwrotów czy słów.

Na koniec powiem tak: jeśli ktoś chciałby poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą języka angielskiego, to opisywana przeze mnie witryna okazuje się jak znalazł. Przydaje się zarówno uczniom, odrabiającym prace domowe, jak i osobom z już ukończoną szkołą, a nie pragnącym jeszcze zakończyć swojej przygody z angielskim. Do ostatnich zaliczam się i ja :) Myślę, iż naprawdę warto odświeżyć sobie czasem posiadany zasób wiadomości językowych. To może przydać się w życiu. Czego nie odnalazłam ? Wymowy konkretnych słów/zwrotów, czyli zapisów fonetycznych. Przydałaby się taka możliwość. W ten sposób ćwiczylibyśmy również wymowę, która jest bardzo ważna w nauce języka. Szkoda, że nie mamy takiej sposobności. Osobom chcącym, mimo tego, odświeżyć własne zasoby wiedzy z angielskiego podaję linka do serwisu:


1 komentarz:

  1. Więc ja używamy www.ling.pl jak nie mogę w głowie znaleźć jakiegoś tłumaczenia na język polski. Natomiast częściej używam słowników angielsko-angielskich. Kilak powodów: po pierwsze mam tam podane zastosowanie danego słowa lub zwrotu w kontekście, co na pewnym etapie jest bardzo ważne, po drugie jest tam wymowa, napisana fonetycznie jak i jest opcja wysłuchania danego słowa po angielsku w dwóch wersjach (jeśli istnieje różnica) w wersji brytyjskiej i amerykańskiej. Podaje przykładowy taki słownik: http://www.macmillandictionary.com/
    Co jeszcze jest BuzzWord, czyli nowe sformułowania w języku angielskim. Polecam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń