niedziela, 27 grudnia 2015

Skąd brać rozmaite materiały na stronę lub do projektu ?

Dzisiaj ponownie mam coś ciekawego dla webmasterów, jak też i dla osób tworzących własne projekty, na przykład filmiki czy prezentacje. Blog Otwarte Zasoby grupuje linki do witryn oferujących treści dostępne za darmo i legalnie, często także do użytku komercyjnego. Warunkiem użytkowania jest dokładne przeczytanie i zapoznanie się z opisem konkretnej strony, tak, aby potem nie było niedomówień. Jest to moim zdaniem konieczne, ponieważ witryna Otwarte Zasoby zawiera źródła oparte o rozmaite licencje, niektóre zaś nie zezwalają na wykorzystanie materiałów do celów właśnie komercyjnych. Inne znowu warunkują korzystanie z pożądanych treści uznaniem autorstwa, ale to chyba nie problem ? Według mnie sam szacunek do autora wymaga, aby wspomnieć w jakikolwiek sposób, komu zawdzięczamy bezpłatne materiały.

Na stronie głównej u samej góry mamy menu nawigacyjne w kolorze pomarańczowym oraz tuż obok wyszukiwarkę. Menu zawiera następujące grupy: "Wszystkie wpisy", "Blog", "Muzyka", "Wideo", "Edukacja" oraz "Zdjęcia i grafiki". Czyli mamy już wymienione rodzaje dostępnych treści. Każda z kategorii uwzględnia po kilka - kilkanaście stron powiązanych tematycznie. Przykładowo dziedzina "Muzyka" kryje w sobie między innymi taką witrynę, jak opisywane już na moim blogu Jamendo. Ten serwis pozwala między innymi na odnalezienie muzyki dostępnej do wykorzystania komercyjnego - bez opłat. Zwykle towarzyszy temu uznanie autorstwa. Z kolei projektantka kryjąca się pod pseudonimem artystycznym NastiFunny proponuje nam piękne ikonki oraz ilustracje, związane ze Świętami Bożego Narodzenia. Możemy je pobrać jednym klikiem, tutaj. Jeśli chcemy je użyć powiedzmy w swojej pracy, autorka apeluje o uznanie jej praw do materiału, z którego skorzystaliśmy.

Serwis kryje również drugie menu, które nieco inaczej dzieli zawarte treści. I tak mamy w nim kategorie: "Muzyka", "Wideo", "Grafika", "Edukacyjne", "Otwarte oprogramowanie" i "Książki". Przedostatnia pozycja uwzględnia póki co tylko jedną stronę, a mianowicie jest to witryna darmowego programu do edycji grafiki wektorowej, czyli Inkscape'a. Osobiście go nie używałam, ale kto wie ? Może skuszę się i spróbuję swoich sił w tej dziedzinie ? Jeśli chodzi o grupę "Książki", to należy ona do moich faworytów wśród dość licznych pozostałych kategorii. Po prostu lubię czytać :) Albo ... słuchać, gdyż dostępne są między innymi książki mówione, to znaczy audiobooki. I tutaj także odnajdziemy opisywaną już przeze mnie na łamach niniejszego bloga witrynę Wolne Lektury. Nazwa mówi sama za siebie. To zbiór nie tylko lektur szkolnych, ale i wszelakiej klasyki literatury, w postaci ebooków i książek audio.

W podsumowaniu chcę powiedzieć, iż bardzo się cieszę z tego, że trafiłam na tego niezwykle interesującego, przydatnego i pożytecznego bloga. Tak, bloga, ponieważ strukturalnie jest on właśnie nim. Zawiera blogowe wpisy, jednakże nie dostrzegłam dotąd, o jaką platformę się opiera. Domena niczego nam nie sugeruje. Nie do pominięcia jest oczywiście wyszukiwarka filtrująca dostępny kontent według jego gatunku oraz rodzaju licencji. Znajduje się ona na stronie głównej, prawie na samym dole. Szkoda, bo typ licencji to ważna sprawa, a tu jakby została ona troszeczkę zepchnięta na dalszy plan. Na szczęście każda witryna na blogu jest opisana tak, iż opis ten obejmuje również i rodzaj licencji na dostępny materiał. Innymi słowy, wszystko jest najzupełniej legalne i, co ważne, darmowe. Zapraszam chętnych na stronę:

http://otwartezasoby.pl

sobota, 12 grudnia 2015

Jak ważna jest ekologia i zdrowy styl życia ?

Parę tygodni temu zwróciła moją uwagę pewna witryna z dziedziny ekologii. Trafiłam na nią poprzez Facebooka, a konkretnie była ona dodana jako jedna z ulubionych stron przez znaną mi Panią Danutę, tę od bloga Leśny Zakątek. Serwis, który niniejszym pragnę opisać, nosi nazwę "Ulica Ekologiczna". Zauważyłam, że jest to witryna wykonana w sposób doprawdy profesjonalny, ponieważ zwraca uwagę rozbudowany szablon, mnogość artykułów, jak też i sama tematyka, potraktowana w sposób bardzo skrupulatny, rzetelny oraz dokładny. To prawdziwe kompendium wiedzy o ekologii i zdrowym stylu życia. Jest co czytać, gdyż, jak już wspomniałam, strona zawiera wiele ciekawych artykułów.

Jeśli chodzi o szatę graficzną, to widać doskonale, iż serwis w fazie jego budowy został powierzony w ręce fachowca od kreowania witryn internetowych. Zapewne i obecnie jest ona pod opieką takiegoż specjalisty. Ciekawa jestem, kto pisze artykuły ? Copywriter ? Z całą pewnością osoba znająca się na rzeczy, tworząca interesujące i pożyteczne teksty. Zwraca też uwagę funkcjonalne menu, zawierające następujące pozycje: "Zdrowy tryb życia", "Przyroda", "Przyjazne środowisku", "Inspiracje", "Dzieci" oraz "Wydarzenia". Każda z wymienionych pozycji zawiera również po kilka podpunktów. A wracając do wizerunku serwisu: jest on przejrzysty i nietrudno, przynajmniej dla mnie, po nim nawigować. Słowem naprawdę spory plus :)

Aby przybliżyć Wam tematykę i zawartość witryny, opiszę parę kategorii z menu. Pierwszą jest "Zdrowy tryb życia", posiadający dwie subdziedziny: "Aktywność" oraz "Kuchnia". Co do "Aktywności", to najnowszy artykuł, jakże aktualny i potrzebny, nosi tytuł "Jak wyrobić nawyk regularnego biegania". Okazuje się, iż jest to kwestia przyzwyczajenia oraz silnej woli. Ważne jest tu, według mnie, aby w ogóle wyjść z domu i trochę się poruszać, wypracowując sobie stopniowo dobrą kondycję. "Kuchnia" natomiast to dziedzina również bardzo ciekawa. Najświeższy tekst traktuje o zaletach i przydatności fioletowego bakłażana: "Fioletowy bakłażan na Zielonym Stoliku". Publikacja zawiera kilka przepisów na potrawy z tego zdrowego i smacznego warzywa.

Drugą i kolejną kategorią z menu nawigacyjnego serwisu jest "Przyroda". Posiada takie podpunkty, jak: "Fauna", "Flora", "Pomoc zwierzętom" i "Ochrona środowiska". Interesującym artykułem z dziedziny "Fauna" jest ten o ginących gatunkach. Okazuje się, iż wiele zwierząt nie znajduje sobie partnera i w związku z tym nie może doczekać się potomstwa, przedłużającego istnienie tegoż gatunku. Więcej o tym przeczytacie w tekście "Czary-mary nie mam pary. Co się dzieje z gatunkami ?". Kolejną publikacją, z kategorii "Ochrona środowiska", która przykuła moją uwagę, jest "Światowy Dzień Rzek - to dziś !". Oczywiście nie dzisiaj, tylko 22 listopada :) Możecie się z niej dowiedzieć, jak ważna jest rola wody oraz ogólnie nawodnienia gleby. Przykładem podkreślającym wagę tematu jest chociażby susza, która może dotknąć dowolny rejon świata.

W podsumowaniu pragnę powiedzieć, iż ekologia to bardzo ważny temat, ponieważ jeśli nie będziemy dbali o środowisko naturalne, wówczas bardzo prędko "podetniemy sobie gałąź, na której siedzimy". A nawet jeśli nie tak szybko, to z pewnością odczują to nasze przyszłe pokolenia. Tym samym chcę dodać, że osoby zajmujące się ochroną środowiska i ekologią na co dzień, powinny zasługiwać na nasz pełen szacunek i naśladowanie. Między innymi dlatego podjęłam się zrecenzowania serwisu "Ulica Ekologiczna". Poniżej znajduje się link do niego. Zapraszam i szczerze polecam stronę :)

http://ulicaekologiczna.pl

sobota, 5 grudnia 2015

Call me Anthony, czyli pasja pisania.

Ni mniej, ni więcej, tylko 25 listopada bieżącego roku pewna miła, młoda osoba zostawiła mi bardzo pozytywny komentarz do wpisu "MusicMoz - otwarty katalog muzyczny". Jednocześnie poprosiła o recenzję swojego bloga z powieścią w odcinkach. Niniejszym postanowiłam uczynić zadość temu życzeniu i odwiedziłam wymienioną stronę, aby bliżej się jej przyjrzeć. Nosi ona, jak również powieść, tytuł "Call me Anthony". Jak dotąd jestem po lekturze trzech rozdziałów. Przyznam, że czytało mi się bardzo lekko i swobodnie. Autorka posiada oryginalny, niewymuszony styl pisania. Bardzo dobrze więc, że zaczęła publikować, bo dzięki temu cała rzesza internautów może poznać jej twórczość. A doprawdy jest co poznawać.

Akcja powieści została osnuta wokół wymyślonego życia pewnych artystów (konkretnie zespołu Queen). Sama pisarka określiła ją jako "fan fiction", to znaczy fikcję literacką. Jedna z bohaterek, Anthony, trafia wraz z siostrą Lucy do sierocińca, skąd zostaje adoptowana przez znanego artystę muzyka, członka grupy Queen, czyli Briana Maya. Powieść ukazuje codzienne życie postaci, oczywiście, jak już napisałam wcześniej, życie "wzięte z sufitu", czyli zmyślone. Jednym z bohaterów jest Adam Lambert (tak, to ten znany piosenkarz), który pojawia się w końcówce trzeciego rozdziału. W  życiu realnym twórczyni powieści jest zafascynowana jego muzyką i dorobkiem, stąd umiejscowienie go w książce. Poza tym hobby powieściowej Anthony jest wzorowane na zainteresowaniach młodej pisarki. Jak sama mówi o sobie, lubi jazdę na rolkach, a to jest właśnie ukochana poranna rozrywka Anthony. Powinnam chyba nadmienić, że imię bohaterki jest angielskim odpowiednikiem polskiej "Tosi" ("Antoniny" ?). Tak właśnie nazywa się sama autorka.

Jeśli chodzi o stronę wizualną bloga, to cechuje go przejrzystość i pewien, moim zdaniem, minimalizm. Nie znajdziemy tam nadmiaru ozdobników, a jedynie dobrze wyeksponowaną treść, co jest najważniejsze. Menu nawigacyjne witryny zawiera obecnie pięć pozycji, czyli: Strona główna, Rozdziały, Bohaterowie, Autorka oraz Wasze blogi. Według mnie naprawdę nie potrzeba nic więcej. Klikając w pozycję Rozdziały, widzimy całą ich listę, zaczynając od najstarszego, a kończąc na najnowszym. Wykaz tychże rozdziałów jest ułożony pionowo, czyli tradycyjnie, jeden pod drugim. Możemy również odnaleźć spis postaci występujących w powieści, opatrzony zdjęciami pochodzącymi prawdopodobnie z internetu. Sama treść blogowej książki także jest nimi urozmaicona.

W podsumowaniu chciałabym napisać, iż bardzo mi się niniejsza powieść podoba za jej wartką akcję, wyrazistość postaci oraz ich nietuzinkowe charakterystyki. Styl jest radosny i pełen werwy. Sama autorka ocenia siebie jako życiową optymistkę. Czytając, nie sposób się nudzić. Myślę, że z prawdziwą przyjemnością dokończę lekturę pozostałych rozdziałów. Dzieło jest warte promowania, pomimo doprawdy niewielkich potknięć, jak "połknięte" słowa albo niepotrzebnie użyta wielka litera w słowie "włoski". Myślę, że sama Tosia mogłaby pokusić się o wydanie swojej pracy jako pełnoprawnej książki - w postaci ebooka albo tradycyjnie wydrukowanej na papierze. Powieść jest tego warta. Na koniec podaję adres bloga, abyście mogli sami poczytać i ocenić:

http://callmeanthony.blogspot.com

środa, 18 listopada 2015

MusicMoz - otwarty katalog muzyczny.

Przemierzając internet, natrafiłam dosyć dawno temu na anglojęzyczną stronę katalogu o nazwie MusicMoz, skupiającego w sobie rozmaite witryny z dziedziny muzyki. Przyznaję, że ten katalog był dla mnie prawdziwym wyzwaniem, ponieważ wszystko było, jak już wspomniałam, w języku angielskim. Dzięki niemu mogłam sobie podszlifować słownictwo i gramatykę angielską, z czym miewałam czasami kłopoty, jako że czas nauki w szkołach dawno już minął. A oprócz tego poznawałam ciekawe witryny z kategorii muzycznej. Przyznacie chyba, że niemal każdy z Was lubi muzykę, niezależnie od jej rodzaju albo też po prostu określony gatunek. Ja należę do osób uwielbiających niemal każdą dziedzinę, zależnie od mojego samopoczucia czy nastroju. Toteż, biorąc pod uwagę powyższe, zachęcam i Was do zapoznania się z tym ciekawym katalogiem.

Jego szata graficzna jest prosta, w tonacji szarości, bieli i złamanego niebieskiego (właściwie gołębiego). Sprawia ona wrażenie bardzo przejrzyste i dzięki temu nietrudno się zorientować, co gdzie jest. Pod tytułem umieszczony został krótki opis witryny. Pod nim z kolei widzimy kategorie, które są prawdziwym motorem strony. Dzięki nim łatwo odnajdziemy, czego szukamy. Najważniejsze moim zdaniem są następujące: Bands and Artists (zespoły i artyści), Releases (informacje), Music by Style (muzyka według określonego stylu) oraz Regional (regionalne). Ostatnia wymieniona pozycja zawiera w sobie całe bogactwo regionów i zakątków z całego świata. Mamy więc kontynenty, a po kliknięciu jednego z nich otwiera się menu podlegających im krajów. Jest oczywiście i Polska. Niestety strony przynależące tematycznie do naszego państwa również są opisane po angielsku. Na szczęście ich właściwa treść jest też i po polsku :) Nie ukrywam jednak, że takie witryny są nakierowane z reguły na anglojęzycznego odbiorcę (a przynajmniej ich angielskie wersje).

Serwis zawiera także jeszcze jedno menu nawigacyjne, tuż pod opisanym wyżej. Tam kategorii jest dużo więcej niż w pierwszym. Moim zdaniem uzupełnia ono znakomicie pierwsze menu i dodatkowo ułatwia nam przeszukiwanie tematyczne całej witryny, abyśmy odnaleźli poszukiwaną dziedzinę lub temat. W rzeczonym drugim menu wyszczególniono następujące kategorie: Anti-Music (anty-muzyka), Business (biznes, czyli na przykład sprzedawcy instrumentów, agenci i managerowie albo wydawcy), Composition (kompozycja, twórczość), Computers (muzyka tworzona przy użyciu komputerów), Concerts and Events (koncerty i wydarzenia), DJs (didżejowie), Education (edukacja muzyczna), Instruments (instrumenty), Lyrics (teksty), Record Labels (według mnie chodzi o oznakowaną dokumentację), Religious (muzyka religijna), Resources (zasoby), Shopping (zakupy), Sound Files (pliki muzyczne), Vocal (śpiewacy wokalni) oraz ostatnia kategoria - Women in Music (kobiety w muzyce).

Portal całościowo przypomina mi trochę Wikipedię, ponieważ tak jak tam można zostać szanowanym edytorem i pomagać w zatwierdzaniu oraz korekcie wpisów do katalogu. To bardzo ciekawa i pożyteczna dla administratorów serwisu funkcja. Pozwala zapanować nad chaosem nadsyłanych propozycji witryn. Niestety zauważyłam tak zwane "martwe linki", czyli strony wcześniej zgłoszone, a obecnie już nie istniejące. Przydałoby się odsiać takie serwisy od tych istniejących nadal oraz funkcjonujących bez zarzutu. A jeśli nie wiemy za bardzo, czego szukać, wówczas przyjdzie nam z pomocą wyszukiwarka, umiejscowiona na samej górze, po prawej stronie. Katalog MusicMoz nosi dumną nazwę "The Open Music Project", czyli otwarty projekt muzyczny. Pewnie dlatego, iż jest edytowany przez wolontariuszy, a witryny przez nich poddawane selekcji. Ogólnie rzecz biorąc oceniam go na plus, ponieważ niesie ze sobą mnóstwo użytecznych treści oraz jest prosty w użyciu. Zapraszam anglojęzycznych poliglotów, wielbicieli muzyki oraz osoby chcące poćwiczyć swój angielski:

http://musicmoz.org

środa, 11 listopada 2015

Melomol - blog o muzyce, książkach i filmach.

Jakiś czas temu odkryłam w internecie ciekawą stronę, recenzującą twory kulturalne, czyli filmy, książki i muzykę. Znalazłam ją bodajże poprzez serwis Zblogowani.pl, do którego skądinąd czasami zaglądam, głównie w celu poszukiwania inspiracji na niniejszego bloga. Witryna Melomol jest prowadzona przez młodą osobę o imieniu Katarzyna, która, jak sama napisała w dziale "O blogu", jeszcze się uczy w liceum. Niestety jej otoczenie nie dzieli z nią wspólnych zainteresowań, stąd pomysł na prowadzenie bloga. Moim zdaniem trafny. Blogerka pisze swoje recenzje z prawdziwym zaangażowaniem i pasją, jej styl jest lekki, a teksty łatwo się czyta. Zauważyłam również, iż dzielimy te same hobby. Ja też uwielbiam czytać książki, szczególnie fantasy i science-fiction, jak autorka bloga Melomol. Poza tym obie nas pasjonują filmy i muzyka, tyle, że w tych ostatnich czasami nieco inni wykonawcy.

Szata graficzna strony jest wyraźnie dopracowana i naprawdę gustowna. Dominują w niej barwy: czarna, czerwona, biała i szara. Ich połączenie w jednej witrynie sprawia bardzo miłe dla oka wrażenie elegancji i dobrego stylu. Zwraca uwagę pasek z ikonkami rozmaitych serwisów społecznościowych, na których odnajdziemy bloga i jego autorkę. Są to między innymi: Facebook, Twitter, Google +, Instagram, Last.fm albo Lubimy czytać. Ten ostatni znajduje swoje rozwinięcie w postaci wyeksponowanego okienka-widgetu, z którego możemy się dowiedzieć, jakie książki blogerka akurat czyta, które przeczytać chciałaby, a z którymi już się zapoznała. Moim zdaniem to bardzo użyteczne narzędzie dla miłośników literatury. Ponadto dostrzegłam też, że blog jest obserwowany w sieci znajomych Google przez 70 osób na chwilę teraźniejszą. Czyli jak najbardziej popularny i lubiany przez odwiedzających.

W dziale "Książka" znajdziemy oczywiście recenzje i opisy ciekawych książek, które za takie uważa blogerka. Nie odnalazłam tu negatywnej oceny jakiejś lektury. Między innymi opisane zostały dzieła następujących autorów: Jennifer L. Armentrout ("Obsydian" i "Onyks"), Małgorzata Maria Borochowska "Złamane pióro" czy S.C. Ransom "Błękitna miłość". Żadnej z tych książek oraz pisarzy/pisarek dotąd nie miałam okazji poznać poprzez ich dzieła literackie. Kto wie, może skuszę się na którąś z opisanych, książkowych pozycji ? W końcu posiadam przecież jeszcze bloga, na którym również recenzuję przeczytane twory literatury - "Moje sprawdzone czytadła". Będę miała wówczas co opisywać, chociaż i teraz nie brakuje mi lektury :)

Pozycja w menu pod nazwą "Muzyka" zawiera rozmaite wpisy, oceniające płyty, utwory oraz prywatne listy przebojów. Moją uwagę zwrócił najnowszy post o najlepszych zdaniem blogerki teledyskach znanej już chyba wszystkim melomanom artystki, jaką jest Lana Del Rey. Nawiasem mówiąc, też bardzo ją lubię za stylowe, klimatyczne piosenki oraz interesujące wideoklipy. Oprócz tego zaciekawiła mnie pochwała albumu amerykańskiej skrzypaczki, Lindsey Stirling, pod tym samym tytułem (czyli też "Lindsey Stirling"). Jej opisywaną płytę także posiadam już w swoich muzycznych zbiorach. To niezwykle interesujące połączenie muzyki klasycznej oraz beatów. Warto posłuchać.

Aby nie przeciągać wpisu, na tym już zakończę. Pozostała mi jeszcze do opisania jedna pozycja w blogowym menu administratorki bloga Melomol, czyli "Film". Tutaj już każdy może sobie poczytać i ocenić sam. Na koniec powiem jeszcze, że opisywanego w niniejszym wpisie bloga dodałam sobie do zakładek i będę od czasu do czasu zaglądała, w celu przeczytania najświeższych recenzji kulturalnych. Zachęcam i Was do odwiedzin. Poniżej dzielę się linkiem do niego. Mam nadzieję, że wyjdziecie zadowoleni :)

http://melomol.blogspot.com

wtorek, 3 listopada 2015

Bezpłatna, legalna grafika dla webmastera.

Od dawna posiłkuję się, jako osoba prowadząca trzy blogi i dbająca o ich promocję, szczególnie dwoma, moim zdaniem niezastąpionymi źródłami darmowej i w pełni legalnej grafiki. Jedna z nich wymaga znajomości języka angielskiego: Openclipart.org, ale od czego rozmaite translatory oraz tradycyjne słowniki ? Druga posiada polską wersję: Pixabay.com/pl/. Obie opiszę bardziej szczegółowo, aby zachęcić do posługiwania się nimi głównie właścicieli stron i blogów. Mogą oni urozmaicać graficznie swoje wpisy, a także kreować banery w celu na przykład umieszczenia na jakiejś topliście. Zapraszam do czytania !

1. Openclipart.org. Zawiera doprawdy urocze obrazki (grafiki). Aby odszukać interesującą nas tematykę, należy do wyszukiwarki na górze strony wpisać żądane słowo - temat pracy graficznej. Gwarantuję, że znajdziemy tam całe mnóstwo przydatnych, dobrych jakościowo oraz trafiających w nasze gusta obrazków. Hasła muszą być po angielsku, więc przydaje się znajomość i rozumienie tego języka przynajmniej na poziomie podstawowym (rzeczowniki, czasowniki itp.). Próbowałam wpisać polskie słowo do wyszukiwarki, przykładowo był to "kwiat" i nic nie znalazłam. Ale za to angielski wyraz "flower" zwrócił całe mnóstwo skojarzonych wyników. Było w czym wybierać ! Naprawdę piękne dzieła, chociaż niektóre ... dosyć proste, ale to już kwestia upodobania. Każdy wszak wybiera, co mu się podoba. Na podstronie "Share", czyli po polsku "udostępnianie", było dokładnie wyjaśnione (znowu po angielsku), jakie są zasady emitowania i korzystania z zawartych na witrynie prac. Wyjaśniam: wszystkie grafiki są oparte o licencję Public Domain (czyli o domenę publiczną). Dodatkowo można je spożytkować w celach komercyjnych bez żadnych limitów. Twórcy obrazków mogą zamieszczać je na stronie serwisu Openclipart i udostępniać w ten sposób internautom. Warto skorzystać z tej ciekawej witryny ! Podaję adres:


2. Pixabay.com/pl/. Tutaj znajdziemy znaczną ilość darmowych zdjęć i to naprawdę dobrej jakości. Ponadto pobierzemy ilustracje, grafikę wektorową oraz filmy wideo. Ja koncentrowałam się jak dotąd na zdjęciach i grafice. Wiele z nich to prawdziwe arcydzieła ! Aż dziw bierze, że wszystkie są oparte o licencję Creative Commons CC0, czyli można je spokojnie pobierać, dokonywać modyfikacji, upubliczniać i korzystać z nich za darmo także w celach komercyjnych. Tutaj swobodnie możemy posługiwać się naszym rodzimym językiem, wpisując do wyszukiwarki polskie hasła (ale i angielskie nie zaszkodzą). Na dole strony jest nawet podział na kategorie ! Są one dosyć ogólne. Znajdziemy takie dziedziny jak: architektura/budynki, biznes/finanse, edukacja, emocje, jedzenie/napoje, komputery/komunikacja, ludzie, miejsca/zabytki, muzyka, natura/krajobrazy, nauka/technologia, podróże/wakacje, przemysł/roboty, religia, sport, transport/ruch uliczny, tło/tekstury, uroda/moda, zdrowie/medycyna i zwierzęta. Niestety nie wszystko jest perfekcyjnie tłumaczone na polski i tak mamy na przykład takie niedociągnięcie: "poznaj najbardziej popularne domeny publicznej magazynu zdjęć". Mimo wszystko serwis jest godzien uwagi dla przyszłych i obecnych webmasterów, poszukujących na przykład grafik czy fotografii na swoje banery czy nagłówki stron (tak, można przerabiać zawarte tutaj prace !). Polecam gorąco !


Podsumowując: jeśli poszukujemy naprawdę dobrych, sprawdzonych witryn z bezpłatną, ale wartościową grafiką czy zdjęciami, opłaci się zajrzeć na wymienione, opisywane przeze mnie serwisy. Zwłaszcza, że na materiał na nich zawarty nie wydamy ani grosza ! Oczywiście można odwdzięczyć się twórcom tychże witryn czy wręcz autorom prac, linkując do nich z naszej strony. To będzie o nas dobrze świadczyło i według mnie przyda też popularności stronie (pozycjonowanie), o ile tylko będziemy mieć witrynę o zbliżonym do grafiki temacie. Zaś zwykli webmasterzy mogą sobie stworzyć taki dział  - na swojej stronie dowolnej tematyki - na przykład pod tytułem "Ulubione linki" czy "Podziękowania". Życzę miłej pracy z własnym serwisem, upiększonym takimi wspaniałymi grafikami :)

niedziela, 25 października 2015

Diaetetica - zdrowe i smaczne odżywianie.

Dzisiaj chciałabym opisać kolejny już blog, odnaleziony dzięki serwisowi Zblogowani.pl. Jego najnowszy post wyświetlał się na stronie głównej tego portalu i zainteresował mnie oczywiście piękną fotografią - wspaniałego dania z czekoladą, którą uwielbiam :) Konkretnie były to placki (pancakes) czekoladowe ze śliwkami, smażone na oleju. Coś wspaniałego ! Zrobiło na mnie wrażenie, tak, że chciałam odwiedzić bloga i zobaczyć więcej takich wspaniałości :) Mimo, iż Zblogowani udostępniali zdjęcia z witryny, to mimo wszystko zajrzeć na nią oznaczało dla mnie uszanowanie jej autorki. Ktoś mógłby zadać pytanie: co na stronie o zdrowej żywności robią ciasta i rozmaite słodycze ? Otóż według jej administratorki zdrowa żywność oznacza przede wszystkim potrawy sporządzane w domu, bez dodatków sztucznych polepszaczy oraz innych tego rodzaju szkodliwych, chemicznych składników. Warto mieć to na uwadze.

Drugą potrawą, która wywołała moje prawdziwe zaciekawienie, było ciasto chałwowe, również ze śliwkami. Wydało mi się oryginalne w swojej recepturze, ponieważ dotąd jeszcze nie słyszałam, aby ktokolwiek robił ciasto z chałwą. Z całą pewnością jest przewyborne ! Ponadto w serwisie Zblogowani dodałam do ulubionych jeszcze dwa wpisy: domowy popcorn, jak również domowe galaretki w cukrze. Po prostu nie mogłam się oprzeć, jako, że przepadam za takimi rzeczami :) Jednakże blog zawiera nie tylko same słodkości. W dziale "dietetyka" znajdziemy całkiem przydatne w życiu artykuły, tłumaczące podstawy zdrowego odżywiania. Między innymi zapoznamy się z Piramidą Zdrowego Żywienia; sprawdzimy, czy nasza dieta jest prawidłowa; poczytamy o sztucznych dodatkach do żywności (słynne już "E-coś tam"), rodzajach diet, patologii żywienia czy o wodzie. Są też ciekawe publikacje o tym, jak nie przytyć w Święta albo o nowalijkach.

Kolejnym ważnym działem na blogu są "kulinaria". Podzielone są na dwie grupy: "artykuły kulinarne" i "menu". Pierwsza grupa pokrywa się częściowo z omawianym wyżej działem "dietetyka". Druga natomiast ("menu") zawiera przepisy na rozmaite dania, z podziałem według grup żywnościowych. I tak mamy: napoje; śniadania-kolacje; obiady; restauracyjne i fastfood; sałatki, surówki i jarzynki; sosy i dipy, wyroby mączne; do pieczywa; mleko, sery i przetwory; ryby, mięsa i przetwory; desery i lody; słodycze i ciasteczka; ciastka i ciasta; przyprawy i dodatki do dań oraz "domową spiżarkę". Przeznaczenia tej ostatniej nietrudno się domyśleć, gdyż od razu kojarzy się z domowymi przetworami i zapasami. Są tam receptury na rozmaite musy, dżemy, marmolady, przetwory owocowe i warzywne, kremy, pasty, ekstrakty, syropy czy ... masła z dodatkami. Czyli same smakołyki :)

Teraz strona wizualna bloga. Zwraca uwagę kolorowy nagłówek, doskonale pasujący do tematyki witryny. Przedstawia owoce i warzywa w stanie nieprzetworzonym, czyli na surowo. Od razu kojarzy mi się ze zdrowiem i zdrową żywnością. Barwny nagłówek dodatkowo jest wyeksponowany przez użycie szarego tła. Motto bloga to "smacznie & zdrowo, bo domowo !". Jest ono nie tylko oryginalnie wymyślone (tak sądzę), ale i przedstawia "w pigułce" przeznaczenie i tematykę witryny. Autorce bloga należą się prawdziwe oraz niekłamane podziękowania za tak starannie wykonaną stronę kulinarną. Posiłkowała się ona przepisami ze specjalnych zeszytów z potrawami. Receptury na rozmaite dania kolekcjonuje już od lat. Jej fotografie blogowe są zapewne własnoręcznie wykonane przez nią, toteż nic dziwnego, iż bierze ona udział w akcji "Tu nie znajdziesz kradzionych zdjęć". Przedsięwzięcie jest skądinąd godne uwagi. Tak więc wszystkie osoby zainteresowane kulinariami proszone są uprzejmie o odwiedziny bloga :) A także internauci lubiący tylko sobie poczytać oraz popodziwiać zdjęcia. Wszelakim ciekawskim podaję adres witryny:

http://diaetetica.blogspot.com

niedziela, 18 października 2015

Promocje książkowe - jak tanio kupić coś do czytania.

Wczoraj napisała do mnie e-maila pewna osoba, prowadząca witrynę z promocjami na książki. Trafiła ona jakoś na blog Moje sprawdzone czytadła i słusznie uważając, że interesuje mnie literatura, zachęciła do odwiedzin swojej strony "Aktualne promocje książkowe". Dzisiaj byłam na tej witrynie i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Jest ona bardzo interesująca dla takiej pasjonatki czytania, jak ja :) Mnóstwo na niej bardzo ciekawych i atrakcyjnych cenowo promocji czytelniczych.

Wizualnie strona, a właściwie blog oparty o silnik Wordpressa, prezentuje się ładnie i przejrzyście. Tło postów jest białe, a witryny - jasnoszare. Mnie to pasuje. Nagłówek ukazuje stertę książek tradycyjnych, papierowych, ułożonych jedna na drugiej. Moim zdaniem jest trochę zbyt ciemny w porównaniu do jasnego tła bloga. Przydałoby się nieco więcej pastelowych barw i/lub żywszych kolorów. Po prostu na mnie ów nagłówek robi obecnie trochę smutne wrażenie, ale oczywiście o gustach się nie dyskutuje i być może autorce strony właśnie taki się spodobał. Ponadto wpisy są dodawane raczej regularnie, a nawet czasem po kilka dziennie ! No bo jeśli akurat jest dużo promocji ... to cóż, nie sposób ich pominąć. Zauważyłam również, że można przesłać administratorce bloga wiadomość przez specjalny formularz o znalezionej w sieci wyprzedaży, co do której jeszcze nie ma wzmianki na stronie. To bardzo przydatne narzędzie, ułatwiające z pewnością blogerce, ale też i czytelnikom życie.

Jeśli chodzi o same promocje, to pochodzą one ze stron rozmaitych wydawnictw. Mamy więc ofertę zarówno książek papierowych, jak i elektronicznych, dostępnych w różnych formatach (e-booków i audiobooków). Tematyka takich dzieł literackich jest bogata i obszerna, ponieważ rzeczone wydawnictwa na ogół prezentują książki z wielu dziedzin. Przykładowo posłużę się asortymentem gatunkowym od Ebookpoint.pl. I tak mają oni: literaturę, biznes i ekonomię, książki dla dzieci, dla młodzieży, edukację, e-prasę, historię, informatykę, inne, języki obce, kulturę i sztukę, lektury szkolne, miniprzewodniki, nauki przyrodnicze, nauki społeczne, obcojęzyczne, popularnonaukowe i akademickie, poradniki, prawo, przewodniki i podróże, psychologię, religię, sport/fitness/diety oraz technikę i mechanikę. To oferta naprawdę pokaźnych rozmiarów, wydawnictwo się postarało ! Często możemy też napotkać e-booki do pobrania za darmo !

Blog istnieje już od dawna. Postów na nim jest bardzo dużo, wystarczy tylko otworzyć rozwijane menu "Znajdź księgarnię" i zobaczyć, ile wpisów jest połączonych z konkretnymi tagami wydawniczymi. Autorka strony pokazuje nam również, które witryny uważa za interesujące i warte uwagi ze swojego punktu widzenia (kategoria "Polecane blogi"). Myślę, że można je odwiedzić z czystej ciekawości. Strona prężnie reklamuje się na serwisach społecznościowych, takich jak: Facebook, Instagram, Twitter i Google+. Ich profile są zbliżone wizualnie i tekstowo do postów omawianej witryny.

Jeśli zaś mówimy o blogowych wpisach, to są one krótkie i opatrzone grafikami, co uatrakcyjnia je wizualnie. Nie każdy lubi przecież czytać obszerne teksty, jak na moim blogu ;) Myślę, że będę częstym gościem, odwiedzającym tę jakże ciekawą i użyteczną witrynę. Lubię książki, toteż pewnie nie raz skorzystam z jakiejś promocji, opisanej na blogu. Kto zechce poczytać książkę, na pewno ją kupi, jak sądzę. A czy ma to znaczenie, gdzie ją nabędzie ? Z pewnością tam, gdzie taniej. Ja osobiście już dawno przestałam zajmować się programami partnerskimi, oprócz Google AdSense, które daje sensowne stawki oraz Nexto - ze zwykłego przyzwyczajenia :). Tak więc zapraszam na stronę "Aktualne promocje książkowe", a na pewno znajdziecie coś dla siebie, jeśli tylko lubicie czytać:

http://www.promocjeksiazkowe.pl

poniedziałek, 12 października 2015

Narzędzia webmastera - ciąg dalszy.

Według mojego prywatnego rejestru, skupiającego strony planowane do opisania, dziś przyszła kolej na jeszcze jedną "porcję" narzędzi pomocnych w tworzeniu witryny internetowej albo bloga. W niniejszym poście zamieszczę trzy takie podstrony (części większych serwisów), a ich opis potraktuję raczej skrótowo. Dlaczego ? Ponieważ są one niewielkich rozmiarów, jednakże niezbędne w pracy webmastera, czyli twórcy witryn. Poniżej znajdziecie więc strony, bez których nie obejdziecie się, pracując nad własną witryną www. Dodam jeszcze, że pierwsza część również jest użyteczna i znajduje się tutaj: przydatne narzędzia dla webmastera.

1. Kolory RGB, związane z kodowaniem w języku html. Mimo wszystko ich zastosowanie nie jest trudne, wystarczy choć odrobinę znać ten język, aby przynajmniej wiedzieć, gdzie w kodzie strony jest miejsce opisujące na przykład kolor tekstu, i móc go w miarę potrzeby zmienić. Jeśli chodzi o same barwy, to jest ich cała paleta. Można odszukać dowolny odcień. Należy jednak pamiętać, że nie każdy kolor będzie nam pasował do strony. Tu już trzeba zdać się na swój osobisty gust, wyczucie smaku i ocenę innych, aby oni, patrząc "z boku", czyli własnymi oczami, ocenili taką konfigurację. Kolor tekstu powinien kontrastować z barwą tła, tak, aby pismo było dobrze widoczne. Nie warto też używać zbyt "krzykliwych" kolorów, bo przecież nie chcemy, aby nasza witryna "biła po oczach". Używajmy barw stonowanych, a odcieni pasujących do siebie. Niżej znajdziemy opisywaną paletę:


2. Generator znaków specjalnych. Na tej podstronie innego, większego serwisu odnajdziemy rozmaite symbole, niedostępne do napisania ze zwykłej klawiatury (i każdej innej). Wybór jest naprawdę spory. Moim zdaniem przydają się one jako ozdobniki tekstu zwłaszcza na blogach, prowadzonych przez osoby młode, lubujące się w takich "znaczkach" i upiększeniach. Oczywiście nie tylko. Symbole mogą doskonale posłużyć za graficzne punktatory. Ja sama użyłam ich parę razy właśnie w takim celu i efekt był zadowalający. Wymieniona podstrona umożliwia zmianę czcionki i jej rozmiaru. Można także użyć czcionki z popularnych serwisów internetowych, znanych przez szerokie grono internautów, na przykład: z Allegro, Facebooka, portalu ogłoszeniowego Gumtree, z Naszej Klasy czy Onetu. Tak więc ostateczny efekt poniekąd zależy też i od nas. A oto link do podstrony:


3. Mbotvisit.com. Ta mini-witrynka jest naprawdę niewielkich rozmiarów i służy tylko jednemu celowi: mianowicie pozwala sprawdzić, kiedy naszą stronę odwiedził robot indeksujący od Microsoftu, dostarczający danych do wyszukiwarki Bing. Jeśli ktoś używa Internet Explorera, to zna ją bardzo dobrze. Serwis Mbotvisit.com umożliwia również umieszczenie na własnej stronie niedużego buttona z datą ostatniej wizyty robota. Oczywiście tylko tego jednego, zasilającego w informacje wyszukiwarkę Bing. Serwis jest regularnie uaktualniany. Ponadto istnieje opcja sprawdzenia, czy nie zbanowało nas Google, jak również dodania naszej witryny do wielu różnych wyszukiwarek, co może okazać się korzystne w przypadku nowo utworzonej strony. Jeśli ktoś chce, to może nawet napisać do twórców serwisu Mbotvisit.com poprzez formularz kontaktowy. Witryna jest w całości po angielsku. Podaję linka do niej:


poniedziałek, 5 października 2015

W czereśniowym gaiku - podróże, rośliny i książki.

Zacznę niewielką dygresją. Otóż odwiedzam często kulinarno-przyrodniczo-krajoznawczego bloga Pani Danuty "Leśny Zakątek". Mnóstwo tam ciekawych przepisów, między innymi na ciasteczka sezamowe. Właśnie w komentarzu do tego wpisu znalazłam linka do bloga, którego mam zamiar dzisiaj opisać, czyli "W czereśniowym gaiku". To witryna charakteryzująca głównie ciekawe miejsca na mapie Polski, które warto odwiedzić, a także te za granicą (głównie Słowacja). Znalazło się też miejsce dla roślin rosnących u nas w parkach lub ogrodach, jak tawułka, orlik, różanecznik czy begonia. Oczywiście nie do pominięcia są także przeczytane przez blogerkę książki, chociaż jest ich kilka (zaledwie siedem). Zapewne były one starannie wybierane spośród pozostałych lektur, czyli prawdopodobnie autorka bloga uważa je za swoje ulubione, a jednocześnie warte uwagi i promocji na stronie. Nie wiem tylko, skąd wziął się tytuł witryny - "W czereśniowym gaiku". Uważam, że po prostu ładnie brzmiał i miło się kojarzył, toteż taka nazwa została mu nadana.

Zacznę omawianie pozycji w menu bloga po kolei, czyli od Słowacji. Blogerka, czyli Podróżniczka A (bo takie miano sobie nadała) odwiedziła tam skansen i zamek w Lubowni oraz miejscowość Podbiel. Zdjęcia, którymi opatrzyła wpisy, są doprawdy imponujące. Pokrótce opisane są wrażenia z podróży oraz notki historyczne, dotyczące poszczególnych obiektów. Nie będę zdradzała szczegółów, abyście sami poczytali o tych zabytkach. Kolejną "spokrewnioną" kategorią są "Moje marzenia podróżnicze". Zostały tam wypisane miejsca, do których autorka bloga podróżowała (te skreślone), inne zaś są dopiero w planach. Przyznam, że podobna lista może być przydatna, bo można do niej zajrzeć w wolnej chwili i zaplanować urlop albo wakacje. Między innymi blogerka odwiedziła takie słynne z zabytków minionych epok miejscowości, jak: Sandomierz , Przeworsk, Czorsztyn, Nidzica albo Lublin. Pragnie jeszcze odwiedzić Puławy, Kazimierz Dolny, Malbork, Trzebnicę, Jawor, Grecję oraz Stare Tarnowice.

Szczególnie wyodrębnione zostały na blogu cerkwie. Te obiekty są warte uwagi ze względu na wartość historyczno-krajoznawczą. Na przykład cerkiew w Szczawnem posiada przepiękne, unikalne malowidła ścienne, które po prostu trzeba zobaczyć, aby przekonać się o ich uroku. Liczy ona sobie zaledwie ... 16 parafian (to mała wioska). Położona jest w malowniczych Bieszczadach. Cerkiew nosi wezwanie Świętego Mikołaja. Pozostałe obiekty kultu sakralnego to cerkwie w Komańczy, Turzańsku, Czerteżu, Chmielu i Żłobku. Wydaje się, że Chmiel pozostaje ciągle w planach (brakuje linka do opisu). Natomiast najnowszy post traktuje o ... chlebach ze Staszowa. Owe pieczywo (nie tylko chleby, ale i baby, bułki czy rogale) zostało wypieczone bez sztucznych polepszaczy, a jedynie z dodatkiem słodu jęczmiennego. Nie brakło też rozmaitych płodów rolnych (na przykład dynie) oraz przetworów domowych (kiszone ogórki). Wszystko pięknie podane i smakowicie wyglądające :)

Teraz co nieco o wyglądzie strony. Zauważyłam na niej niebieskie tło, wszędzie. Posty przez to stają się moim zdaniem nieco mniej czytelne. Pasowałoby tło białe, aby lepiej wyeksponować teksty wpisów. Zwyczajnie nie odpowiada mi takie tło, trzeba mocniej wpatrywać się w to, co zostało napisane. Poza tym wszystko dobrze. Zdjęcia uzupełniające poszczególne posty są duże i zwracają uwagę czytelnika. Warto je obejrzeć, nawet, jeśli komuś nie chce się czytać. Myślę, że autorka bloga pragnie zachęcić internautów do samodzielnych podróży w urokliwe miejsca, które opisała. Mnie szczególnie przypadły do gustu te chlebki i bułki ze Staszowa, ponieważ uwielbiam wszystko, co słodkie :) Miło jest chociażby popatrzeć na podobne cuda. Innymi słowy, zachęcam szczerze i gorąco do odwiedzin tego wyjątkowego i zarazem interesującego bloga. Jego adres jest następujący:


środa, 30 września 2015

Slotomania - graj i wygrywaj !

Od niedawna wprost fascynuje mnie pewna gierka od serwisu Gry.pl. Jest nią Slotomania, czyli jednoręki bandyta w rozmaitych odmianach. Nie jest to żadne kasyno, a jedynie wirtualna gra przez internet, według mnie pewien rodzaj ekonomicznej symulacji (czyli jak nie wydać za dużo). Możemy grać całkowicie za darmo, jeśli robimy to w miarę oszczędnie. Ja od bodajże wczoraj "zaliczyłam" ... 52 poziomy (!). To nie żart. Grając po 2-3 godziny dziennie jest to zupełnie możliwe. Kolejne levele robi się bardzo szybko, wręcz błyskawicznie, ale trzeba też się trochę przyłożyć. W dodatku zbieramy rozmaite bonusy, darmowe obroty (spiny) albo rozwiązując zagadki, dostajemy wirtualną gotówkę, niezbędną do gry, bowiem każde wprawienie jackpota w ruch wirowy kosztuje nas nieco monet. Mimo wszystko nagrody równoważą mniej więcej nasze wydatki na maszynę, tak, że opłaca się grać i naprawdę niczego rzeczywistego (mam na myśli pieniędzy) nie tracić. Oczywiście można, jeśli ktoś chce, dokupić sobie monet, ale ja dotąd tego nie robiłam, chociaż grałam "na pełnych obrotach", czyli non stop i osiągnęłam już całkiem wysoki poziom. No cóż, poczekamy, zobaczymy, jaka będzie sytuacja na kolejnych levelach ...

Niestety gra jest zupełnie w języku angielskim. Ja jestem średnio zaawansowana i wszystko rozumiałam, więc może i dla Was nie będzie to trudne ? Taką mam nadzieję, poza tym zawsze można zajrzeć do słownika, na przykład tego tutaj: Getionary - twój słownik angielskiego. W grze można robić zakłady (bets), ale to już jest kosztowne i szybko ogołoci nas z gotówki wprawdzie wirtualnej, nierzeczywistej, jednakże w sytuacji jej braku będziemy zmuszeni dokupić monety, a tego ja osobiście wolałabym uniknąć. Jak już wspomniałam wcześniej, są różne odmiany jackpota. Wymienię i przetłumaczę na język polski jego rodzaje, dostępne do poziomu 52. 

Tak więc są to: Queen of the Desert (Królowa Pustyni), Farm Fortune (Farmerski Majątek), Pets of The Living Dead (Zwierzęta  Żywe Trupy - bez komentarza ...), SlotoMafia ("mafijny" jednoręki bandyta), Forest of Magic (Magiczny Las - doprawdy prześliczny i uroczy), Wikingz (Wikingowie), Cat Chef (Kot Szefem Kuchni), Elvis (nie potrzeba tłumaczenia), Deep Seek (Poszukiwania w Głębinach), Beeez (Pszczoły), Oriental Secrets (Tajemnice Orientu), Clovers & Bells (Koniczynki i Dzwoneczki), SlotoMatey (to ma coś wspólnego z piratami), Creepy Fortunes (coś ... pełzającego, rodem z horroru), SlotoBots (Roboty), Bid of Luck (Szczęśliwa Licytacja), Saloon Rush (Saloonowy Pośpiech ... lub coś w tym rodzaju), Diner Cash (Mini bar, klimatyczne i amerykańskie), Go Bingo (Gra w Bingo), Hippie Hippo (Hipopotam Hipis), Carnival Frenzy (Karnawałowe Szaleństwo), Fortune Files (aluzja do serialu "Z Archiwum X") oraz ostatni na moim poziomie Ghost Motel (Motel Duchów).

Nie do pominięcia są również osobne "pokoje", zwane w grze "Secret Room", na przykład "Stars & Starlets" (Gwiazdy i Aktoreczki) czy Civilitreasures (Skarby Obywatelskie). Zdobędziemy tam dodatkowe monety i chyba głównie temu służą owe miejsca. Powinnam też nadmienić, że grając, ścigamy się niejako na czas z innymi graczami w rozgrywkach turowych, jednogodzinnych, które oczywiście w każdym momencie możemy opuścić, jeśli nam się znudzą. Powrotowi do rodzajów jackpota (menu) służy przycisk "Back to Lobby". Ja jednak doradzałabym konsekwencję w raz wybranej grze. Ta strategia jakoś nigdy mnie nie zawiodła. Mówiąc ogólnie, rozgrywka jest bardzo ciekawa i wciągająca na długie godziny. Warto poświęcić nieco wolnego czasu na Slotomanię, ponieważ, będąc symulacją kasynowej maszyny, jednocześnie nie pozbawia nas pieniędzy. Można doskonale bawić się bez nich. Zapraszam do rejestracji bezpłatnego konta w serwisie Gry.pl:

http://www.gry.pl/gra/slotomania

P.S. Od czasu jak zaczęłam grać w Slotomanię, do momentu obecnego (piszę tę adnotację 28 stycznia 2016) trochę się pozmieniało. Nie powiem co, abyście w razie chęci sprawdzili sami. Rozgrywka nadal jest dla mnie interesująca i poświęcam jej trochę czasu :) Slotomanię mogę szczerze polecić jako sposób na spędzenie przyjemnych chwil przy komputerze. Pozdrawiam :)

sobota, 19 września 2015

W kocim domowym zaciszu - fotoblog i refleksje.

Niedawno poznałam pewną interesującą stronę, a właściwie fotobloga, którego autorka dzieli się z czytelnikami i obserwatorami uroczymi, często zabawnymi zdjęciami swoich kotów o imionach Baletnica i Lola. Jak trafiłam na wymienioną witrynę ? Otóż zupełnie przypadkiem, w pełnym znaczeniu słowa. W panelu Bloggera zauważyłam, że miałam odwiedziny z tej strony. Zapewne jej autorka odnalazła mnie drogą losową, poprzez opcję "Następny blog", umiejscowioną w górnym pasku nad większością blogów, sygnowanych marką Google. Wówczas (po kliknięciu) losowany jest zupełnie przypadkowy blog. Oczywiście nie może być to obiekt innej platformy, a jedynie twór oparty o system od Google. Inaczej nie umiem wytłumaczyć owej "przypadkowości". Przyznam się, że jeszcze nigdy żadna moja witryna (a mam ich obecnie dwie), nie była celem dla takiego "wylosowania". Tym razem trafiło na stronę "Gry - moja pasja", za czasów jej istnienia. Jednakże powinniście zrozumieć, iż wszystkie moje witryny oparte są o serwis Blogger, ze wspólnym dla nich podglądem i panelem użytkownika. No dobrze, to tyle mojej dygresji dotyczącej, jak odnalazłam tę niezwykle ciekawą kocią stronę.

Szablon bloga jest bardzo prosty, wręcz "ascetyczny" lub "sterylny", a to z powodu znacznej ilości bieli, która dominuje nad innymi barwami. Zapewne blogerka gustuje w takim image'u i celowo go wybrała, kierując się swoimi upodobaniami. Dla mnie jednak trochę zbyt biało. Może jakiś bardziej kolorowy nagłówek ? Obecnie jest on również w tonacji białej, z nielicznymi wstawkami barw pastelowych, delikatnych, ledwie widocznych. Nieco zbyt bladych, według mnie. Autorka witryny mogłaby również pobawić się edytorem szablonu i zobaczyć, co jej wyjdzie: tło w bardziej żywych kolorach ? a może większa czcionka postów ? To tylko moje propozycje - blogerka postąpi według własnego uznania. Może po prostu lubi biały kolor i nic mi do tego. Tak czy inaczej: szanuję jej indywidualny i niezależny pomysł na własną witrynę internetową.

Teraz przystąpię do opisu tematyki bloga i materiałów na nim opublikowanych, czyli fotografii opatrzonych komentarzami. Zawsze lubiłam koty, toteż i w tym przypadku jestem wręcz zachwycona świetnymi ujęciami. Oba zwierzaki są pocieszne, wszędobylskie, ciekawskie i zapewne skore do dzikich zabaw oraz płatania swojej pani kocich figli. Ujmuje mnie, że ktoś tak bardzo lubi, wręcz przepada za swoimi czworonożnymi pupilami. Najnowszy wpis, z 29 sierpnia bieżącego roku, prezentuje "zamyślonego kota", w rozmaitych sceneriach: na chodniku z kostki brukowej obok trawnika, następnie zbliżenie zwierzaka, widok z góry oraz kot na samym trawniku, plus jego ponowne zbliżenie. Nie da się ukryć, jest rzeczywiście zamyślony :) Następny wpis pod względem aktualności publikacji, czyli z 14 sierpnia, został zatytułowany "Kot + firanka = ?". Widzimy na zdjęciach omawianego czworonoga, zainteresowanego oczywiście ... firanką. Oraz z pełną satysfakcją i premedytacją drapiącego materiałowy chodniczek. Bo któryż kot odmówiłby sobie tak przedniej zabawy ?

Myślę, że będę często zaglądała na tego sympatycznego bloga. Jeśli o mnie idzie, to kocich zdjęć nigdy dosyć, nawet jeśli kotek jedynie sobie leży i wypoczywa (jak to się może zdarzyć na przykład podczas letnich upałów) - patrz wpis "Leniwy piątek". Niezwykle pocieszna, jak też i komiczna jest zabawa tego uroczego domowego pupila ze ... sznureczkiem. Wiele kotów wprost uwielbia za nim gonić, w tym oczywiście Baletnica. Autorka bloga zmyślnie utrwaliła te momenty na fotografiach. Bardzo miło będzie potem wspominać radosne chwile, jak sądzę. Owoce pracy blogerki z aparatem oraz zwierzakiem bawiącym się sznureczkiem zobaczycie tutaj: "Iść, ciągle iść, w stronę sznurka ...". Również świetnie ujęte są sceny z kociego polowania, to znaczy Lola łapiąca sobie ćmę na małą przekąskę: "Upolować czy iść na gotowe...?" (bowiem drugi kotek woli, gdy mu podadzą ... pod sam nos, miseczkę pysznego jogurtu greckiego). Tyle moich opisów. Mam nadzieję, że zainteresowałam i Was. Kto lubi koty, ten z pewnością wpadnie pod adres:

http://domowezaciszekota.blogspot.com/

niedziela, 13 września 2015

Saga Wizji Paradoksalnych - mroczna seria fantasy.

Dawno temu, nie pamiętam już jak i skąd, natrafiłam na pewną stronę autorską, gdzie debiutująca, młoda pisarka, Martyna Goszczycka, prezentowała serię swoich książek. Opis tych dzieł z miejsca mnie zainteresował, ponieważ bardzo lubię fantasy, a i domieszka horroru nie zaszkodzi. Autorka serii o nazwie "Saga Wizji Paradoksalnych" wydała już dwa pierwsze tomy: "Odrodzenie" (część pierwszą) i "Potępienie" (część drugą). Zapewne pracuje już nad trzecią (mam nadzieję). Książki warte są przeczytania. Ja zapoznałam się już z obydwoma, czytając "od deski do deski" i pochłaniając każdą z nich w zaledwie kilka dni. W planach mam jeszcze lekturę "Obłąkanej", prequela całej serii, opisującego wydarzenia poprzedzające akcję zarówno "Odrodzenia", jak i "Potępienia". Ogólnie mówiąc, dwa pierwsze tomy cyklu to naprawdę solidna, obfitująca w magię i sceny walki, dawka fantasy, niepozbawiona czasem wręcz brutalnych opisów. No cóż, właśnie dlatego jest mroczna.

Witryna przeszła niedawno gruntowną przemianę własnego image, czyli zmieniła nieco wygląd. Wcześniej była w tonacji jasnej, teraz natomiast więcej jest czerni, co zapewne nawiązuje do ponurej atmosfery, zawartej w książkach. Z czernią ładnie kontrastuje czerwień - ponieważ obrazy walk w dziełach są dosyć mocne, wręcz dosadne, czyli leje się w nich sporo krwi. Mnie osobiście z początku to przeszkadzało, potem przywykłam, zwracając baczniejszą uwagę na samą akcję, która biegnie wartko - na pewno nie można jej zarzucić rozwlekłości, jak w niektórych książkach innych autorów. Saga opisuje niecodzienny, czarodziejski wręcz świat, w którym żyją magowie, nimfy, demony, rusałki, wilkołaki i oczywiście ... ludzie. Jeden z głównych bohaterów, młody demon Haru, odrzucony przez własną rodzinę, trafia do okrutnego Syndykatu Skrytobójców, gdzie szkoli się w walce wręcz, magii, alchemii i zabijaniu. Tam spotyka nimfę Plage, przywódczynię wymienionej organizacji, która go fascynuje i wręcz przyciąga. Tak rodzi się uczucie, niby wątły kwiat w bezlitosnej rzeczywistości. Czy przetrwa ? Tak z grubsza można by opisać tom pierwszy serii.

Część druga dostarcza nam również niemało przygód oraz samej magii. Haru zmuszony jest poszukiwać swojej Plage, która znikła, przenosząc się do innego świata (nie, nie umarła). Chcąc podążyć za nią, musi najpierw przygotować się do drogi oraz przejść czarodziejskie rytuały, które umożliwią mu dotarcie do Zaświata. Tam na jego drodze staną potężne istoty, które będą się starały mu przeszkodzić. Haru będzie musiał jakoś sobie poradzić, nie bez wysiłku włożonego w walkę o przetrwanie w magicznym świecie. Otrzyma też i pomoc. Od kogo ? Wystarczy przeczytać książkę, aby dowiedzieć się więcej oraz zaspokoić swoją ciekawość, dotyczącą rozwoju akcji, jak również losów bohaterów powieści. Dodam tylko, że oba pierwsze tomy są wydane w formie ebooków (pierwszy dodatkowo w wersji papierowej). Można je nabyć w rozmaitych księgarniach internetowych, wystarczy trochę poszukać.

Witryna została utworzona na bezpłatnym hostingu serwisu Onet.pl. Z prawej strony wysuwa się nam okienko reklamowe, które jednakże można swobodnie zamknąć. Moim zdaniem to niewielki koszt, poniesiony za "darmowość" utrzymania witryny. Tematyka przedstawionych na niej książek jest doprawdy fascynująca, oczywiście dla wielbicieli fantasy ze szczyptą horroru. Mnie krótki opis powieści zachęcił do ich zakupu, czego potem nie żałowałam, bo akcja jest żywa i pełna niesamowitych przygód, jak też zaskakujących zwrotów akcji oraz niespodziewanych okoliczności, które wpływają na życie bohaterów. Szczerze polecam Wam tę niezwykłą serię książkową, a na pewno nie wyjdziecie zawiedzeni. Witryna umożliwia także kontakt z autorką poprzez Facebooka, tak więc możecie przesłać jej wyrazy wsparcia i zapytać o cokolwiek chcecie. Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podać adres omawianej strony. Zapraszam do zapoznania się z nią i, być może, zakupu książek. Skrótową prezentację powieści znajdziecie tutaj:

http://sagawp.republika.pl/

czwartek, 10 września 2015

Nietylkopasta.pl - kulinarnie, lifestylowo i "podróżniczo" :)

Całkiem niedawno natrafiłam na pewien blog kulinarny pod nazwą nietylkopasta.pl. Niestety nie pamiętam, jak na niego trafiłam, tyle że dosyć dawno temu. Być może był to znowu Facebook, a może link na zaprzyjaźnionej stronie Leśny Zakątek ? Nie wiem dokładnie. Mimo wszystko ważne jest to, co blog sobą reprezentuje, nieprawdaż ? A jest co czytać i podziwiać. Blogerka ambitnie podejmuje kilka tematów, a są to mianowicie: kulinaria, lifestyle (czyli o stylu życia na co dzień i od święta), dom i podróże. Dlaczego blog nosi nazwę nietylkopasta.pl ? Moim zdaniem dlatego, że prezentuje rozmaite przepisy kulinarne, a nie tylko ... pastę, która jest chyba najprostszą rzeczą do wykonania w kuchni. Wystarczy zmieszać składniki i gotowe. Oczywiście znajdziemy też i przepisy na smakowite pasty, po prostu autorka nie skupia się wyłącznie na tym. Tak więc mamy przykładowo: pastę z łososia wędzonego (mniam - mniam), z suszonych pomidorów (dobra zwłaszcza wówczas, kiedy nie ma świeżych), z makreli (wszak mówi się, że ryba jest zdrowa), z zielonych oliwek (na styl środziemnomorski), jajeczną (nutka klasyki) czy z dodatkiem papryki marynowanej (pikantnie).

Czytając przepisy i oglądając w pełni profesjonalne fotografie dań czy przekąsek, aż poczułam się z lekka głodna :) Chyba wypróbuję któryś z tych przepisów ... A pasta może być nie tylko ciekawie wykonana (jak u autorki bloga), ale i bogata w cenne składniki odżywcze. Świeże składniki są tutaj najlepszym wyborem, suszone - to chyba tylko na zimę ? Chyba, że akurat lubimy inaczej :) No dobrze, teraz kolej na pozostałe przepisy. Znajdziemy je, klikając pozycję w menu o nazwie Kulinaria. Receptury są pogrupowane według typu potrawy albo czasu jej podania. I tak mamy: zupy, desery, przystawki, kolacja, śniadanie, sałatki, pieczywo i napoje. Wybierzmy desery. Najnowszy na chwilę obecną wpis przedstawia sposób wykonania naleśników pełnoziarnistych z serem i jagodami. Brzmi całkiem nieźle, prawda ? Mąka pełnoziarnista znakomicie zastępuje pszenną. Poza tym, jak twierdzi blogerka, można zmieszać obie, a nasze ciasto naleśnikowe nabierze wtedy "lekkości". To raczej prosty przepis, który każdy może sobie wykonać w domu.

Kolejną ciekawą kategorią na blogu jest styl życia, zwany inaczej z angielska "Lifestyle". Co tu odnajdziemy ? Ranking blogów kulinarnych 2015, interesujący artykuł "Dlaczego warto pić wodę" albo taki: "Najlepsze sposoby na samobójstwo". Ostatniego tematu nie należy traktować dosłownie. Blogerka doradza, jak sobie radzić z negatywnymi emocjami, podaje też bardzo ważne numery telefonów do instytucji pomocowych. Mogą się one przydać, gdy jesteśmy w tak zwanym "dołku" i męczą nas destruktywne myśli. Być może tytuł ma przyciągnąć osoby o czarnych myślach, które z początku zrozumieją go dosłownie, a potem zobaczą, że jednak warto sobie pomóc i żyć dalej ? Ciekawy jest również tekst o skromnym, mało chyba znanym warzywie, jakim jest ... jarmuż, czyli: "Jarmuż - takie zdrowe warzywo". Jest on blisko spokrewniony z kapustą. Dostarcza naszemu organizmowi mnóstwo witamin (szczególnie Ci K), błonnika, białka i soli mineralnych (w tym przeciwutleniaczy). Warto go dodać do naszej codziennej diety.

Chciałabym opisać jeszcze dwie kategorie, to znaczy Dom oraz Podróże. W pierwszej możemy zobaczyć dwie podgrupy tematyczne: Do kuchni oraz Książki kulinarne. Ogólnie rzecz biorąc, traktują one o rzeczach przydatnych w kuchni, jak się przygotować na Święta (dekorowanie stołów) czy stanowią prezentację różnych, często zapomnianych lub mało znanych książek kulinarnych. Dziedzina Podróże zachęca czytelnika do samodzielnego wypróbowania zagranicznych miejscowości wypoczynkowych, jak chociażby grecka wyspa Santorini i miejscowość Kamari, słynąca z przepięknych widoków, wspaniałych plaż lub pysznego jedzenia. Na wakacje możemy wybrać się również do Rzymu, rekomendowanego przez blogerkę, słynącego ze smacznej włoskiej kuchni. Zjemy tam wyborne makarony oraz podelektujemy się włoską pizzą w rozmaitych odsłonach. Możemy też przyrządzić sobie to wszystko ... w domu :)

Teraz krótkie podsumowanie: chwała autorce tak ciekawego bloga, że zechciała podzielić się z nami, czytelnikami, swoimi wypróbowanymi przepisami, ciekawostkami oraz sposobami spędzania wakacji czy urlopów :) Może nie każdy ma fundusze, aby pojechać na takie prawdziwe, upragnione wywczasy za granicę, ale miło sobie chociażby poczytać o nich albo podziwiać fotografie. Dobrze, że istnieją jeszcze tacy ludzie, którzy dzielą się bezinteresownie swoją pasją. Ponadto, jeśli chodzi o oprawę graficzną, to jest ona w pełni profesjonalna i sprawia dobre wrażenie. Słowem: warto odwiedzić bloga nietylkopasta.pl. No i proszę, zaczęliśmy właśnie od pasty, a skończyliśmy na Rzymie i jego osławionych daniach. Czyli taka mała "podróż" w pigułce :) Jeśli udało mi się Was zachęcić do wizyty na blogu, to będę zadowolona, jeśli klikniecie w poniższy link. Czyli moja praca nad postem nie pójdzie na marne :) Zapraszam do odwiedzin bloga:


poniedziałek, 7 września 2015

Kokosove - blog propagujący zalety kokosa.

Przeglądając profil facebookowy pewnej mojej znajomej, we wpisach sponsorowanych (chyba) znalazłam przypadkiem bloga, który mnie zainteresował swoją nazwą, stylizowaną na język obcy - Kokosove. Postanowiłam go odwiedzić, będąc zaciekawiona, co może on zawierać. Domyślałam się oczywiście tematu przewodniego - sugerowała go sama nazwa bloga. Po wejściu na stronę okazało się, że pierwszym, co zwróciło moją uwagę, był jej wygląd. Bardzo lekki, stonowany, pastelowy i można by rzec: minimalistyczny. Barwy dominujące to biel i róż. Blog wygląda dzięki temu doprawdy uroczo, wręcz zwiewnie, ale taki właśnie image bardzo pasuje do zagadnienia, które podejmuje. Wszak kokos jest lekkostrawny, kojarzy się z piękną sylwetką jedzącego. Poza tym jego miąższ też jest biały, a blog zawiera dużo bieli.

Widać, że strona jest jeszcze młoda - zawiera zaledwie parę wpisów. Niestety pod każdym z postów widnieje jedynie godzina jego opublikowania. Brakuje mi pełnej daty, jak widocznie było wygodniej prowadzącej. Tak, ponieważ bloga prowadzi kobieta, mieszkająca od dobrych kilku lat w Wielkiej Brytanii. Pewnie dlatego posiada witrynę na angielskim Bloggerze. Większość wpisów jest dostępna zarówno w języku polskim, jak i angielskim. To pozwala na zrozumienie treści przez obie nacje. Menu jest niestety wyłącznie w języku obcym. Tak więc mamy kategorie: Coconut (kokos), Beauty (uroda), Food (jedzenie), Health (zdrowie) oraz Travel (podróż). Osobom znającym podstawy angielskiego łatwo będzie zrozumieć. Pozostali muszą z konieczności zdać się na jakiś słownik tego języka, ponieważ zarówno menu, jak i niektóre fragmenty bloga nie są tłumaczone na język polski (na przykład prawoboczny krótki tekst pod tytułem Kokosove Love). Zawsze to możliwość podszlifowania angielskiego :)

Do niewątpliwych zalet kokosa należy jego niskokaloryczność. Jest wskazany osobom odchudzającym się. Zawiera mnóstwo witamin i mikroelementów, co jest ukazane na ilustracji pod linkiem Coconut. Kategoria Beauty każe nam domyślać się jakiejś receptury, służącej urodzie i pielęgnującej skórę. Tak byłoby, gdyby nie to, że autorka ... zapomniała uzupełnić treścią tę dziedzinę. Umieściła tylko napis: Kokosovy Peeling. Mam nadzieję, że niedługo nadrobi braki :) Dział Food zawiera już konkretną zawartość. Widzimy więc smakowite przepisy na Homemade Coconut Butter (domowe masło kokosowe), jak również Mexican Coconut Shrimp (krewetki w kokosie po meksykańsku). Niestety są tylko dwa przepisy - na razie, jak mniemam. Kategoria Health (link  źródłowy zawiera literówkę) przedstawia krótko (po angielsku) zalety prozdrowotne soku z młodych kokosów, przydatne szczególnie ludziom uprawiającym sport i potrzebującym elektrolitów. Dział Travel znowóż wymaga uzupełnienia, bowiem ... jest pusty.

Ogólnie strona zwróciła moją uwagę swoją piękną i lekką szatą graficzną, jak również profesjonalizmem tych działów w menu, które są. Dostarcza sporej dawki wiedzy o popularnym owocu tropikalnym, jakim jest kokos. Podaje też receptury kulinarne, warte wypróbowania, szkoda tylko, że nie ma ich więcej. Uważam, że witryna jest w budowie, bowiem zauważyłam i opisałam powyżej jej niepełność i puste kategorie. Mimo wszystko coś już jest i stronę można śmiało odwiedzić nawet teraz. Polecam ją wszystkim wielbicielom zdrowej żywności i zdrowego stylu życia, osobom dbającym o urodę, jak też i miłośnikom ekologii, przyrody oraz znakomitej, przepysznie wyglądającej kuchni - na razie meksykańskiej. Mam nadzieję, że spodoba się tak Wam, jak i mnie. Adres bloga widnieje poniżej:

http://kokosove.blogspot.co.uk/

niedziela, 23 sierpnia 2015

Shannabanana - muzyczne ciekawostki i nie tylko ...

Korzystając z serwisu Zblogowani.pl, dodałam tam pewnego razu swoje blogi - w celu ich lepszej popularyzacji. Jednego z nich polubiła osoba prowadząca witrynę "Shannabanana", dodając miły komentarz u mnie na blogu oraz w temacie na forum przynależnym do portalu Zblogowani. Tak poznałam stronę "Shannabanana" i przyznaję, że ją polubiłam - z wzajemnością :) Od czasu do czasu ją odwiedzam, ponieważ nie wymaga ona jakiegoś większego zaangażowania ze strony potencjalnego czytelnika. Wpisy są krótkie i treściwe - w sam raz dla zabieganych osób, albo dla tych, którzy preferują konkretne i rzeczowe treści. Do tych ostatnich należę i ja. Lubię poznawać rozmaite ciekawostki z dziedziny muzyki. Wzbogacają one moją wiedzę i w ogóle przyjemnie się je czyta. Osoba prowadząca ma według mnie niemałą wiedzę oraz zacięcie do wyszukiwania słabo znanych faktów z życia muzyków, wiadomości dotyczących piosenek lub całych albumów muzycznych. Naprawdę należy się jej podziw i szacunek za tak starannie wykonaną pracę.

Blog "Shannabanana" został zrobiony na szablonie w odcieniach czerwieni, co nadaje mu wizualnej dynamiki oraz zwraca uwagę internauty. Mnie się podoba, gdyż jest to barwa ożywcza i żywiołowa. Poza tym każdy z postów został napisany w podwójnej wersji: jedna po polsku, a pod spodem tłumaczenie na język angielski, zresztą bardzo poprawne. Osoby odwiedzające mogą więc podszlifować swoje umiejętności lingwistyczne, czytając angielski wpis. Jeśli natomiast trafi się odwiedzający z obcych krajów, wówczas będzie miał on szansę zrozumieć, co pisze autorka bloga, pod warunkiem jedynie, iż jest obznajomiony z tym uniwersalnym językiem. Innymi słowy: bardzo dobry pomysł z ręcznym tłumaczeniem, zwłaszcza, że znane i niestety popularne narzędzie od Google (z którego blogerka nie korzysta), wykonuje na ogół toporne i mało eleganckie przekłady. Najlepiej, jeśli ktoś zna dobrze angielski, tłumaczyć swoje wpisy samodzielnie.

Teraz co nieco o samych postach. Autorka bloga zwykle publikuje mało znane fakty, dotyczące osobistości świata muzycznego, jak na przykład "George Harrison uratowany przez żonę" lub "Ojciec Rock'n'Rolla". Nie braknie także newsów na temat piosenek lub konkretnych płyt muzycznych, najczęściej przedstawiane są okoliczności ich powstania - hipotezy bądź sprawdzone wiadomości z pewnych źródeł. Blogerka opisuje też miejsca, z którymi wiążą się jakieś historie, jak "Abbey Road", słynne przejście dla pieszych, znajdujące się w Londynie. Zostało ono uwiecznione na okładce płyty grupy The Beatles. Tytuł albumu jest tożsamy właśnie z nazwą owego przejścia. Więcej poczytamy o tym we wpisie "Abbey Road". Osoba prowadząca bloga dzieli się również z internautami swoimi preferencjami, dotyczącymi muzyki i piosenek. Kategoria "Moja lista" lub "Moje typy" zawierają zestawienie ulubionych piosenek albo muzyczne eksploracje, to znaczy utwory odkryte przez blogerkę. Nie ukrywa ona, że jej ulubionym okresem są lata 90'te i eurodance. Przykładowa lista kompozycji zawiera się tutaj: "I love the 90s eurodance !".

Jeśli chodzi o mnie, to z miłą chęcią czytam wszelkie muzyczne ciekawostki. Lubię też poznawać czyjeś gusta. Często jest tak, iż odwiedzając jakąś stronę, dowiaduję się czegoś nowego. Lubię odświeżać swoje muzyczne horyzonty :) Myślę, że jestem otwarta na praktycznie każdy gatunek, a jego słuchanie zależy przeważnie od mojego nastroju. Witryna "Shannabanana" dostarczyła mi wielu nie znanych dotąd informacji muzycznych. Przypomniałam też sobie o niegdyś lubianych i słuchanych przebojach lat 90-tych. Przyjemnie będzie do nich wrócić :) Tak więc gorąco polecam czytającym niniejszego posta internautom odwiedziny opisanego tu przez mnie bloga. Myślę, że dostarczy on niezapomnianych chwil wielu muzycznym fanom. Nazwa strony jest nieco inna od jej adresu, ale nie należy się tym zrażać. A oto i link do wymienionej witryny:

http://saskjaa.blogspot.com/

wtorek, 4 sierpnia 2015

Mel Stringer i jej wyjątkowe prace.

Dawno już nie było wpisu. Dziś postanowiłam dodać nowy. Od dłuższego już czasu posiadam w zakładkach przeglądarki pewną niezwykłą witrynę, która prezentuje doprawdy piękne, oryginalne i pierwszorzędne prace plastyczne autorstwa Australijki Mel Stringer. To znaczy są to głównie rozmaite rysunki, ilustracje do e-zinów oraz sielankowe kompozycje, sfotografowane potem w celu utrwalenia. Wszystko jest w tonie pastelowo-cukierkowym, bardzo dziewczęcym lub pasującym do młodej duchem osoby. W celu obejrzenia dzieł Mel Stringer, należy zajrzeć do jej w pełni profesjonalnego portfolio, które zwykle posiada każdy szanujący się twórca, chcący zaprezentować swoje prace szerszej publiczności - w celu po prostu podzielenia się twórczością albo zarobkowania. Wymienione portfolio zawiera rysunki (My Art), upozowane szkice (przedstawiające głównie postacie jeszcze nie ukończone lub już na finiszu - "Process"), ziny - coś w rodzaju bogato ilustrowanych mini-książeczek lub komiksów, portrety, rozmaite produkty - jak pocztówki, naklejki czy wymienione e-ziny, muzykę (dosłownie kilka utworów - płatnych), fotografie i wideo (niestety przy otwieraniu tej podstrony wyskakuje błąd).

Mnie najbardziej przypadły do gustu fotografie. Są to utrwalone, bardzo ciekawe wizualnie kompozycje. Tak więc mamy: całą gamę pięknych i kolorowych kucyków My Little Pony (zapewne pamiątka z dzieciństwa ...); białe, porcelanowe króliczki; smakowicie przyrządzoną i ładnie podaną pizzę z dużą ilością sera żółtego na wierzchu (mniam-mniam ...), zdjęcie pieska autorki; szkicownik otoczony mazakami oraz ... barwnymi żelkami (do jedzenia oczywiście); melanż rozmaitych, kuszących oko i podniebienie owoców, pokrojonych w plasterki i zaserwowanych na drewnianej tacy; pluszową maskotkę bliżej nieokreślonego stworka; ceramiczne naczynie z dużą, piękną etykietą od wytwórni miodu; porcelanową figurkę siedzącej dziewczynki; misz-masz odzieżowy z pocztówkami i ciastkiem; klasyczne danie obiadowe; różowe rękawiczki do kąpieli w serduszka albo ręcznie zdobioną, różową kopertę. To większa część fotograficznych arcydzieł. Warto obejrzeć sobie je wszystkie, aby wyrobić opinię o tych artystycznych tworach i ogólnie o dorobku autorki, której wycinek prac właśnie przedstawiłam.

Witryna Mel jest oparta o system blogowy Tumblr.com, którego adres jest często maskowany domeną www.melstringer.com.au. Pierwsza strona (główna) zawiera rozmaite gatunkowo wpisy, taki przekrój rozmaitości, na przykład: oryginalnie wykonane słodycze (chyba "kamyczki", opatrzone tagiem "chocolaterocks"); wstępny szkic postaci, wykonany czarnym flamastrem; wideo z przesympatycznymi alpakami; piesek należący do Mel; niebanalne ciasto urodzinowe w tonacji pomarańczowej lub kolejny rysunek postaci dziewczęcej (praca stanowi, według dodanego komentarza, podziękowanie za wsparcie duchowe). Nie do pominięcia jest również sklep z pracami autorskimi, w którym naprawdę można przebierać i wybierać. O dziwo, możliwe jest ustawienie polskiej waluty dla towarów. Kupować nie próbowałam, toteż nie wiem, jak ów proces przebiegałby dalej.

Tak więc z grubsza przedstawiłam Wam zawartość tej niezwykle interesującej witryny. Jej autorka ma doprawdy wielki talent i swój własny, oryginalny styl. Kojarzy mi się on z sielanką albo wręcz utopią, ponieważ pastelowe barwy, używane w dziełach tworzą taki właśnie klimat. Ponadto Mel Stringer lubi otaczać się rustykalnymi, uroczymi przedmiotami - na przykład porcelanowymi figurkami. W kompozycjach stosuje nierzadko słodycze, aby (moim zdaniem) odtworzyć wspomnienia lat dziecinnych lub osłodzić życie, nierzadko gorzkie bez podobnych zabiegów. Jej świat jest godny pozazdroszczenia, gdyż z pewnością jest swoistą tarczą przed trudami dnia codziennego. Myślę, że każdy powinien posiadać swój prywatny azyl, który byłby czymś, do czego chce się wracać. Może być to własna twórczość albo coś innego. Wybór należy do nas. Tak czy inaczej, można zacząć od wizyty na opisywanej stronie, której adres niniejszym podaję:

http://www.melstringer.com.au/

niedziela, 5 lipca 2015

A Soul Made of Paper - hobbystyczny blog dotyczący origami.

Jakiś czas temu natknęłam się na bardzo ciekawego bloga, którego autorka, zaledwie 17-letnia, rozwija swoją niezwykłą pasję, jaką jest ... origami, czyli umiejętność wykonywania rozmaitych figur z papieru. Blog nosi nazwę "A Soul Made Of Paper", czyli "dusza z papieru". Jak ta młoda osoba sama pisze, w ten sposób pragnie zapomnieć o świecie. Pragnie również zasugerować odbiorcy, iż w swoje prace wkłada całą duszę. Pierwsze dzieło wykonała na Dzień Ojca kilka lat temu, a po kolejnych kilku wróciła do tego interesującego, oryginalnego zajęcia, co stało się już jej prawdziwym hobby. Swoje prace zaprezentowała na blogu, co moim zdaniem było trafną decyzją, ponieważ są one doprawdy wspaniałe, wymagające dużego zaangażowania i cierpliwości. Blogerka oraz pasjonatka origami w jednym, swoją konsekwencją i artyzmem zadziwia z całą pewnością internautów, odwiedzających jej stronę. W tym zdumiewa również mnie. Bardzo lubię oglądać jej dzieła. Nieodmiennie mnie fascynują, ponieważ sama nie umiałabym ich wykonać, jak też zapewne niejeden internauta. Utalentowani ludzie z pewnością powinni być promowani, ale tutaj widzimy, że autorka sama zadbała o swoją reklamę, ponieważ utworzyła i prowadzi bloga, co pewien czas dodając nowe wpisy.

Myślę jednak, iż przydałaby się na pewno, w tym przypadku, większa popularyzacja witryny. Prace mówią same za siebie, jednakże ludzie powinni mieć także inne możliwości dotarcia na ten wyjątkowy serwis, poza tylko systemem blogowym Tumblr.com, który wyświetla w panelu użytkownika losowo wybrane witryny. Warto byłoby dodać się do internetowych katalogów stron, no chyba, że twórczyni bloga już o tym pomyślała. Niestety nie ma na blogu żadnego licznika odwiedzin, a szkoda, bo z chęcią zobaczyłabym, ile osób odwiedza dziennie ten ciekawy serwis. Zauważyłam tylko obok posta datę jego publikacji, liczbę komentarzy, jak również funkcję reblogowania, które polega na umieszczaniu czyichś wpisów u siebie na blogu, celem oczywiście zwiększonej popularności obojga. Taka wymiana jest pożyteczna dla obu stron, ponieważ służy rozwijaniu komunikacji blogowej i czasem nawet nawiązywaniu nowych znajomości. Tylko czy takie wirtualne przyjaźnie, nie kontynuowane w realnym, pozainformatycznym świecie, trwają zbyt długo i warte są zachodu ? Tutaj już niech każdy sam sobie odpowie.

Wracając do bloga naszej pomysłowej autorki, to mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu takie figurki-zwierzęta, jak: papierowy smok, lis i owad (chyba modliszka). Piękne są również niezwykle szczegółowo wykonane bryły-kwiaty. Tych ostatnich jest całkiem sporo, każda zaś nieco odmienna w sposobie wykonania oraz innej barwy. Są one wręcz ażurowe, sprawiają wrażenie kruchości i delikatności. Nie ma co, twórczyni posiada niemałą wytrwałość, którą należy doprawdy podziwiać ! Nie zawsze, jak zauważyłam, sama wymyśla formy, ale dosyć często wzoruje się na gotowych instrukcjach wykonania. Mimo tego i tak warto ją podziwiać, chociażby za niestrudzoność podejmowanych wysiłków. Osobiście nie znam nikogo, kto z równym stoicyzmem zajmowałby się taką wymagającą i szczegółową pracą. Mam tylko nadzieję, że autorka będzie rozwijała swoją pasję oraz bloga, bo naprawdę warto. Tak więc na sam koniec nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko podać adres bloga, na którego serdecznie zapraszam:

http://paperphiliac.tumblr.com/

sobota, 27 czerwca 2015

Moje sprawdzone czytadła, czyli dzielę się książkami.

Jako że lubię blogować i czytać książki, niedawno utworzyłam bloga, który łączy w sobie te dwa tematy. Nazwałam go "Moje sprawdzone czytadła :)". Opisuję na nim przeczytane pozycje literackie z dziedziny głównie fantasy i science-fiction. Są to zarówno tradycyjne książki papierowe, jak i ebooki (książki elektroniczne). Obecnie poświęcam swój wolny czas lekturze czwartej części cyklu, autorstwa Roberta Jordana, pod tytułem "Koło Czasu". Tom nosi nazwę "Wschodzący Cień". Kiedy skończę go czytać, opiszę na moim blogu czytelniczym. Póki co, na krótką charakterystykę zasłużyły sobie tomy 1-3. Kreują one świat magii i niecodziennych przygód. Główni bohaterowie są naszkicowani bardzo realistyczne, mają też, jako pełnoprawne postacie książkowe, własne zwyczaje, nawyki, przekonania i uprzedzenia. Najważniejsza postać, Rand al'Thor, posługuje się Jedyną Mocą, co można uznać za talent nadnaturalny lub magię. Jednakże nie tylko on. Również kilkoro z jego przyjaciół posiada podobne zdolności. Na szczególną moją uwagę zasłużyły sobie ... wstawki science-fiction ! W dziele fantasy ! Chodzi o światy równoległe, podróż Drogami i obrazy przeszłości w Rhuidean.

Jeśli natomiast idzie o czystą science-fiction, to na moim blogu opisałam póki co "Trylogię Księżycową" Jerzego Żuławskiego oraz książkę Aldousa Huxleya "Nowy, wspaniały świat". Ostatnia pozycja jest raczej znana wielbicielom tego gatunku. Roztacza ona wizję przyszłości, zdominowaną przez prymitywne rozrywki i zdegradowane obyczaje. Ludzkość jest podzielona na kasty, ich rozwojem i zwyczajami kieruje pseudonauka i technologiczna kontrola. W powszechnym użyciu jest narkotyk soma, który utrzymuje zażywających w stanie beztroski. "Trylogia Księżycowa" jest już nieco inna, chociaż ostatnia jej część kończy się podobnym akcentem jak w "Nowym, wspaniałym świecie". Dzieło Żuławskiego zaskakuje nowatorstwem i pomysłowością, jako że było pisane na początku XX wieku, kiedy nie znano jeszcze zbyt wielu naukowych wynalazków. Książka ukazuje starannie zaplanowaną podróż na Księżyc z punktu takiego właśnie obywatela, żyjącego u zarania poprzedniego stulecia. Warto ją przeczytać mimo pewnych zapożyczeń ze starych technologii oraz ubiegłowiecznego języka i zwyczajów.

Powinnam jeszcze nadmienić, iż na samym początku omawianego tu bloga zamieściłam wpis, zawierający ciekawe i z pewnością mądre cytaty o książkach i czytaniu. Nie zawsze mogłam ustalić autorstwo, jednakże nawet te niewiadomego pochodzenia niosą ze sobą trafne uwagi oraz ponadczasową wiedzę i rozsądek. Właśnie dlatego można się wiele nauczyć (samoedukacja), poznając rozmaite sentencje. A ogólnie rzecz biorąc, pisanie wymienionego bloga sprawiło mi wiele satysfakcji i radości z tworzenia czegoś nowego, co ktoś być może zechce przeczytać. Może też podzieli się własnymi uwagami w komentarzach. Takie właśnie uwagi od przypadkowych osób, jak również moje własne zainteresowania motywują mnie bardzo do dalszej pracy nad blogiem oraz rozwijania własnej pasji. Mam nadzieję długo jeszcze prowadzić wymienioną stronę i spełniać się w swoim hobby. Szczerze zachęcam Was do odwiedzin witryny, podając jednocześnie jej adres:


wtorek, 23 czerwca 2015

My Sunny Resort - wirtualne wakacje.

Tym razem postanowiłam, że opiszę stronę, dzięki której można budować ... własny, internetowy ośrodek wypoczynkowy. Jest to oczywiście gra przeglądarkowa, polegająca, jak powiedziałam, na konsekwentnym i systematycznym rozwoju swojego prywatnego, wirtualnego raju. My Sunny Resort, bo taką nazwę nosi rozgrywka, jest moim zdaniem bardzo przyjemna i ciekawa. Do dyspozycji mamy rozliczne budynki, w tym domki dla gości (bungalowy), sklepy, restauracje czy obiekty rozrywkowe. Te ostatnie to na przykład baseny, dyskoteka open air lub siatkówka plażowa. Z restauracji można wyliczyć następujące kompleksy: bar przekąskowy, restauracja z bufetem, bar koktajlowy standard i restaurację grillową. Jeśli mówimy zaś o sklepach, to nasi "klienci na niby" nabywają w nich przeważnie pamiątki i rozmaite rzemiosło artystyczne. Tyle budowli można wznieść do poziomu 24, na którym obecnie jestem. Gra przewiduje ich póki co 50, ale jest ona jeszcze stosunkowo "młoda" i może coś się zmieni z czasem.

Oczywiście żadne wczasowisko z prawdziwego zdarzenia, chociaż wirtualne, jednak nie obyłby się bez dekoracji oraz roślinności. Możemy przyozdobić nasz ośrodek dekoracjami specjalnymi, kwiatami, krzewami, drzewami, ogrodzeniami oraz meblami ogrodowymi. Klienci poruszają się po ścieżkach i wszelakich wolnych od zabudowy obszarach. Tak więc mamy drogi piaszczyste (najtańsze), gliniane, brukowane, żwirowe, zbudowane z bali drewnianych lub z kamienia naturalnego. Powinnam nadmienić o pewnej bardzo ważnej rzeczy: nasi wczasowicze przynoszą nam dochód ! Jakżeby inaczej ... Walutą, w której nam płacą, są ... hoteldolary. Natomiast za muszelki, czyli monetę premium, możemy jeszcze bardziej uatrakcyjnić nasz kompleks wypoczynkowy albo zamienić je na hoteldolary. Zatrudniamy do obsługi naszych gości wykwalifikowany personel, który, oprócz menadżerki ośrodka (która sobie chodzi po całym terenie), pracuje w odpowiednich budynkach, czyli w sklepach, restauracjach i obiektach rozrywkowych.

Aby awansować z poziomu na poziom, należy wypełniać zadania główne i dodatkowe. Jeśli chodzi o misje podstawowe, to zwykle wystarczy wznieść jakąś budowlę, wyszkolić pracownika, udekorować przestrzeń czy powiększyć dostępny plac, aby mieć gdzie potem budować. Misje poboczne koncentrują się bardziej na sadzeniu roślin, podlewaniu, czy kierowaniu gości do kwater. Aby zobaczyć, gdzie jesteśmy, wystarczy spojrzeć na zakładkę mapy świata. Mój ośrodek na przykład mieści się na słonecznych i ciepłych Filipinach. Nasi sąsiedzi mogą być jednak w innych miejscach - i tu znowu wracamy do mapy. Aby zdobyć sobie miłe towarzystwo, wystarczy zaprosić kogoś do przyjaciół. Można potem wzajemnie odwiedzać własne wczasowiska, pomagać sobie i zdobywać za to punkty doświadczenia. Te właśnie punkty, skrzętnie zbierane za rozmaite czynności, umożliwiają nam awanse na kolejne poziomy.

Jeśli o mnie chodzi, to uważam grę za niezwykle sympatyczną. Lubię wirtualnie wznosić rozmaite kompleksy budowlane, patrzeć, co zamawiają klienci albo przyozdabiać ośrodek. Myślę, że rozgrywka jest w pewnym sensie zamiennikiem prawdziwych wakacji, do których czasem tęsknimy, a nie możemy wyjechać z różnych powodów. Można grać za darmo, niekoniecznie korzystając z opcji premium, które są odpłatne, a i tak bawić się znakomicie ! Niektóre budynki, aby je wznieść, wymagają właśnie muszelek premium, ale można spokojnie to pominąć i grać dalej. A jeśli lubimy pamiątki, to wykonajmy sobie zrzuty ekranu z gry i później je sobie kontemplujmy, kiedy chcemy :) Tak więc uważam grę My Sunny Resort za wartą uwagi oraz doskonałą rozrywkę w wolnym czasie. Chętnym podaję adres strony, na której można się zarejestrować:


czwartek, 18 czerwca 2015

Spotify - muzyczna aplikacja.

Odkryłam całkiem niedawno pewną stronę, z której można pobrać program na komputer, umożliwiający słuchanie różnorodnej muzyki online, czyli z internetu. Witryna nosi nazwę Spotify. Są dwie wersje wspomnianej aplikacji: darmowa (Spotify Free) oraz płatna (Spotify Premium). Dla mnie w zupełności wystarcza opcja bezpłatna. Mogę słuchać w niej muzyki bez ograniczeń co do liczby piosenek czy albumów. Od czasu do czasu emitowane są reklamy, które nie są moim zdaniem zbyt uciążliwe. Poza tym darmowy program tym się różni od premium, że w tym ostatnim jest deklarowana lepsza jakość odtwarzania oraz istnieje opcja słuchania muzyki w trybie offline, czyli bez połączenia z internetem. Wystarczy raz odsłuchać na przykład piosenki, aby móc potem już odłączyć się od internetu. Według mnie to przydatna funkcja, jednak można się bez niej obyć.

Jak już pisałam wcześniej, używam na co dzień wersji Spotify Free. Wprawdzie strona sugerowała mi wypróbowanie przez 60 dni opcji premium, jednakże ja nie skorzystałam, wiedząc, że później i tak będę musiała zrezygnować, nie chcąc płacić. W darmowym wariancie jakość muzyki jest naprawdę dobra, nie zauważyłam, żeby serwis pod tym względem miał niedociągnięcia. Słucham rozmaitej muzyki. Wybór jest spory. Ostatnio odkryłam utwór Maryli Rodowicz, nagrywającej razem z Donatanem singiel "Pełnia". Nawiązuje on do tradycji starosłowiańskiej uroczystości, przypadającej prawdopodobnie właśnie w noc pełni księżyca. Ponadto są dostępne w aplikacji stacje radiowe, a w każdej z nich można posłuchać innego wykonawcy. Jednym z emitowanych gatunków jest muzyka relaksacyjna. Sprawdza się ona w przypadku, gdy ktoś poszukuje łagodnych, ambientowych dźwięków, które uspokajają napięte nerwy i łagodzą stres.

Witryna proponuje naprawdę niezły jakościowo program oraz doskonałą muzykę. Można spokojnie korzystać z wersji darmowej bez obaw o koszty. Wystarczy zainstalować na komputerze aplikację Spotify Free i zarejestrować bezpłatnie konto. Można to zrobić poprzez adres email lub dużo wygodniej przez Facebooka, którego w dzisiejszych czasach niemal każdy posiada. Potem wystarczy tylko raz się zalogować, a program sam już zapamięta nasze dane, tak, abyśmy nie musieli logować się ponownie. To znaczące udogodnienie, które docenią wielbiciele wszelkich usprawnień. Segregowanie utworów w playlisty albo poszukiwania znajomych to jeszcze inne funkcje aplikacji. Urozmaicają one czas spędzany ze Spotify Free, jak również są ułatwieniem nie do pominięcia, chodź chyba jednak klasycznym. Playlisty to nic nowego w programach do odtwarzania muzyki, chociaż są oczywiście przydatne. Poszukiwanie znajomych przypomina mi Facebooka, z tą różnicą, że ten ostatni nie pozwala na odtwarzanie muzyki. Tak więc uważam serwis i aplikację Spotify za bardzo ciekawą i wartą uwagi. Podaję adres strony, z której pobierzemy program:


niedziela, 31 maja 2015

Dobry słownik synonimów.

Od dłuższego już czasu korzystam z pewnego, sprawdzonego już przeze mnie słownika wyrazów bliskoznacznych. Między innymi podczas kreowania nowych wpisów na moich blogach. Czasem brakuje jakiegoś słowa, a powtórki nie wyglądają dobrze w tekście. Synonimy.pl to dosyć popularny, bogaty w znaczenia słownik. Patronuje i poleca go profesor Józef Bralczyk, znana osobistość świata kultury i językoznawstwa. Słownik może przydać się nie tylko blogerom, jak ja, ale też uczniom i studentom, edukującym się w zakresie języka polskiego oraz na przykład piszącym rozmaite prace i referaty. Właściwa nazwa tego dzieła to "Gdy Ci słowa zabraknie". Jest on wzorowany na angielskim słowniku wyrazów bliskoznacznych, autorstwa Jerome Rodale'a, pod tytułem "The Synonym Finder". Więcej o genealogii i skrótowej historii polskiej wersji znajdziecie tutaj: "O słowniku". Dodam tylko, że twórcą naszego rodzimego odpowiednika jest Pan Wojciech Broniarek.

Witryna Synonimy.pl zawiera także, oprócz oczywiście samego słownika, objaśnienie skrótów i symboli, w nim stosowanych. Bywa to pomocne w rozumieniu znaczenia całych wpisów słownikowych. Przykładowo "a." oznacza "albo", natomiast "+" to "przestarzały". Więcej oznaczeń do zapoznania się odnajdziemy na podstronie "Skróty i symbole". Omawiany przeze mnie słownik można zamówić sobie w jego wersji papierowej. Wystarczy wypełnić prosty formularz tutaj: "Wydanie książkowe". Cena jest moim zdaniem adekwatna do zawartej wiedzy i multum haseł, bo aż 42 tysiące na 1200 stronach. W związku z tym obecnie te 90 zł, plus 10 zł kosztów wysyłki, to chyba nie jest aż tak wiele ... Wystarczy wziąć pod uwagę ogrom pracy, której podjął się i ukończył z sukcesem twórca dzieła. Słownik jest wydany w oprawie twardej, szytej, a więc bardzo starannie, praktycznie i gustownie.

Kto chce mieć ten przydatny leksykon zawsze w zasięgu ręki, może sobie pobrać specjalną aplikację, dostępną na platformy Android oraz iOS. Szkoda tylko, że zabrakło obsługi programu użytkowego Javy, tak, aby również zwykły telefon komórkowy, nie będący smartfonem, mógł dostarczać czytelnikowi potrzebnej wiedzy. Poza tym z witryną wszystko OK :) Jest ona niezwykle funkcjonalna, prosta w obsłudze i przydatna. Dosyć często z niej korzystam i szczerze rekomenduję potencjalnemu odbiorcy. Nie tylko osobie, która potrzebuje wzbogacenia słownictwa w swojej pracy pisemnej, ale też i zwykłemu, odwiedzającemu stronę internaucie, po to, aby mógł on skorzystać w życiu codziennym, piękniej i elokwentniej wysławiając się. Osobom zainteresowanym własną edukacją lub po prostu ciekawym podaję adres witryny: